PRL-owski antysemityzm
Na samym początku muszę zauważyć, ze Tratwa z pomarańczami jest tak samo wciągająca, lekka i potoczysta, jak utwory Józefa Hena. Jej autor, Maciej Hen, opowiada o dzieciństwie i młodości naznaczonej eskalacją antysemityzmu, które nastąpiła w 1968 roku. Z perspektywy dziecka, którego rodzina nie kultywowała tradycji judaistycznej, to, co dotykało Żydów w Polsce, było całkowicie niezrozumiałe. Propaganda władz podsycała nieprzyjazne nastroje i prowokowała do pogardy i przemocy rówieśniczej w szkole. Rządzący łamali życiorysy ludziom, którzy zasłużyli się dla kraju, kultury i nauki.
Z perspektywy dziecka antysemityzm wyglada jednak nieco inaczej. Maciej doświadcza przemocy rówieśniczej, która boli jeszcze bardziej, gdy jest wyrządzana przez najbliższych kolegów. A ci potrafili z dnia na dzień zmienić się z przyjaciół w okrutnych oprawców. Mimo epizodów przemocy ze strony rówieśników, chłopiec rozwija zainteresowania, ma oddanych przyjaciół i rodzinę, z którymi dzieli szczęśliwe chwile i doświadczenia.
Choć okrucieństwo antysemityzmu jest najbardziej wstrząsającym tematem książki, Tratwa z pomarańczami jest również ciepłą, zabawną opowieścią o dzieciństwie w latach 60. ubiegłego wieku. Autor i bohater podróżuje z rodzicami, spędza czas na czytaniu, zabawach i rozmowach z rówieśnikami. Zaczyna interesować się seksualnością i płcią przeciwną. Słucha muzyki i fascynują go Beatlesi. Szuka własnej drogi. Polityka i wielka historia są tylko tłem, które co prawda wpływa na rzeczywistość dziecka, jednak nie zaprząta jego uwagi.
W kręgu rodziny
Drugą, po autorze, najważniejszą postacią w tej autobiografii jest jego mama. Maciej Hen nakreślił ciepły obraz kobiety, która wywarła ogromny wpływ na jego życie. Miała odwagę stawiać czoła wyrostkom, którzy zaczepiali ją na ulicy, rozwijała kulturalne zainteresowania syna i realnie wpływała na jego osobowość. Wierzyła w niego i dodawała mu pewności siebie. Była przy tym bardzo inteligentna i miała własne zdanie.
Tratwa z pomarańczami pokazuje realia życia inteligenckiej rodziny w Warszawie w latach 60., tak inne od współczesności. Braki na półkach sklepowych i otaczająca szarzyzna nie zabiły życia towarzyskiego, jednak nie dało się zignorować faktu, że krąg znajomych się kurczy, gdy kolejne rodziny wyjeżdżają do Izraela z powodu trwającej nagonki.
Podsumowanie
Tratwa z pomarańczami jest dziełem erudycyjnym, trochę zabawnym, a trochę smutnym. Zakończenie niesie przesłanie mówiące o tym, że po każdej burzy wychodzi słońce i trzeba mieć nadzieję, że to, co złe, kiedyś się skończy. A to wydaje się szczególnie potrzebne dzisiaj, kiedy narastają nastroje nacjonalistyczne i nienawiść wobec innych narodowości. Podkreśla, że żaden naród nie jest jednolity i nie można utożsamiać pojedynczego człowieka z całym państwem. Gdy władze popełniają zbrodnie, to nie oznacza, że każdego obywatela należy za to nienawidzić.
Podsumowując, Tratwa z pomarańczami to książka, którą warto przeczytać, by lepiej zrozumieć niesprawiedliwość wynikającą z antysemityzmu i wszelkich nacjonalizmów. Pozwala spojrzeć na początki PRL-u oczami dziecka i porównać warunki życia i wartości, jakim kierowali się wtedy młodzi ludzie ze współczesnością.
Inne spojrzenie na antysemityzm prezentuje książka Kwestia Spinozy. Przeczytaj naszą recenzję!


