Początki heimatu
Książce Po szychcie towarzyszą aż dwa podtytuły – Życie w cieniu przemysłu oraz Opowieść o Górnym Śląsku. Oba z nich doskonale wzbogacają główny tytuł, a także sugerują, jaka tematyka będzie przeważać. Przedwcześnie również zaznaczają, na czym autor i autorka zamierzają się skupić, jaką optykę mają zamiar przyjąć. Inny reportaż o Górnym Śląsku, Śląsk, którego nie ma, jako główny przedmiot badań przyjmuje architekturę. Natomiast w przypadku Po szychcie głównie będziemy poruszać się po szeroko rozumianej infrastrukturze przemysłu ciężkiego. Choć można by od razu pomyśleć, że jest to swego rodzaju pójście na skróty (w końcu wszyscy kojarzą ten region z przemysłem), to Pomykalskim udaje się stworzyć coś ciekawego. Nie jest to kolejna opowiastka, której celem jest utrzymanie statusu quo. Wręcz przeciwnie – reportaż we wnikliwy sposób analizuje historię i pokazuje, że może tu być lepiej.
Wewnątrz gruby
Po szychcie jest dość intrygująco skonstruowaną książką. Choć autor i autorka bardzo mocno w tekście są widoczni, to nadal zostają gdzieś z tyłu. Swoich personalnych przeżyć czy genealogii nie traktują jako materiału na historię per se, lecz jako narzędzia pomocnicze. Są to narzędzia takie same jak inne – np. zdjęcia (autorstwa Pawła Pomykalskiego), relacje bliskich oraz specjalistów. Służą więc temu, by uwiarygodnić to, co autor i autorka wiedzą z własnych doświadczeń, oraz to, co wiedzą tylko od innych. Po szychcie jest więc zapisem podróży i przemyśleń, ale narracja nigdy nie przybiera moralizatorskiego tonu. Choć zdania są momentami łopatologicznie napisane, to nie starają się nikogo do niczego przekonać. W prostocie językowej nie ma jednak niczego złego. Tu w końcu nie ma miejsca, by ktoś mógł zabrać zdanie na jakiś temat. Książka cały czas dość obiektywnie przedstawia prawdę.
Środek huty
Rzecz jasna, opisywana prostota jest czymś, co może sprawić, że reportaż trafi do szerszego grona odbiorców. Beata i Paweł Pomykalscy tłumaczą wszystko tak, by nawet największy laik pojął clou. Procesowi tłumaczenia podlegają również słowa z godki (mowy Ślązaków), w większości zapewne znane mieszkańcom opisywanych terenów, lecz niezrozumiałe dla niewtajemniczonych. Wszystko to wpływa na fakt, że Po szychcie chce się czytać, nawet jeśli nie wie się na śląskie tematy dużo. Na pochwałę zasługuje również chronologia podejmowanych zagadnień.
Pomykalscy opowiadają o Górnym Śląsku prosto i schematycznie. Takie ujęcie jednakże pokazuje ogrom zmian, którym ulega ten region. Proces ten nie jest zakończony, na co często zwraca się uwagę. Prostolinijność pomaga w zrozumieniu Śląska, choć on sam taki nie jest.
Wyjazd szolą
Wracając do tego, co zauważyłem już wcześniej, Po szychcie przeciwstawia się nieco dominującym stereotypom na temat Śląska. Pokazuje szerokie spektrum śląskiego krajobrazu oraz przemysłu, nieograniczając się jedynie do kliszowych obrazków. Książka pokazuje te tereny jako ciekawe, tajemnicze i czekające na odkrycia. Ludzi natomiast – jako odważnych i walecznych, wbrew wszystkim przeciwnościom losu. To właśnie tu widać najwięcej empatii. Beata i Paweł Pomykalscy czują zobowiązania wobec swojego heimatu. Zwracają więc uwagę na niebywałe piękno i na szansę, jaką Górny Śląsk może zyskać. Po szychcie jest również pewnego rodzaju manifestem. Nie można zapomnieć o trudnej historii, nie można porzucić kopalni czy hut. Ale na ich podstawie można zbudować coś równie wielkiego i znaczącego. Taka jest właśnie ta opowieść o Górnym Śląsku. W cieniu przemysłu jednak nie jest aż tak źle, jak mogłoby się wydawać.


