„Gone. Zniknięcia” – świat bez dorosłych – recenzja książki Michaela Granta

Recenzentka

W czasach, gdy chodziłam do podstawówki, a potem gimnazjum, czytałam niewiele, dlatego ominął mnie szał na wiele popularnych wtedy serii, takich jak Igrzyska śmierci, Cień i kość czy Rywalki. W ostatnich latach próbuję nadrabiać te młodzieżowe klasyki. Gone. Zniknięcia Michaela Granta to właśnie jeden z tych tytułów, w którym moi rówieśnicy wówczas się zaczytywali. Postanowiłam go teraz sprawdzić przy okazji nowego wydania.
Egzemplarz książki – w ramach współpracy barterowej – otrzymaliśmy od:
We Need YA

ŚWIAT BEZ DOROSŁYCH – KOSZMAR CZY SPEŁNIENIE MARZEŃ?

Pewnego dnia wszystkie osoby powyżej piętnastego roku życia znikają. Dzieci i nastolatki zostają sami, uwięzieni pod tajemniczą kopułą, której nie mogą przekroczyć. Jakby tego było mało, w odizolowanym miasteczku zaczynają dziać się inne dziwne rzeczy – zwierzęta gwałtownie mutują, niektóre dzieci odkrywają w sobie nadnaturalne zdolności, a tajemnicza Ciemność próbuje przejąć kontrolę nad ocalałymi.

Czternastoletni Sam i jego przyjaciele próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Nie jest to jednak łatwe zadanie, gdyż szybko się okazuje, że bez dorosłych świat to nie raj, lecz miejsce, w którym dotychczasowe zasady przestają obowiązywać, a powiedzenie „człowiek człowiekowi wilkiem” staje się brutalnie prawdziwe.

BRUTALNA PRAWDA O TAKIM ŚWIECIE

Początek powieści jest naprawdę intrygujący. Z dużym zainteresowaniem obserwowałam, jak Sam i reszta próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Jedni przejęli władzę, inni starali się dbać o słabszych, a jeszcze inni zwyczajnie walczyli o przetrwanie. Ten społeczny eksperyment, pokazujący, jak rodzą się podziały, hierarchie oraz konflikty, to najmocniejszy element Zniknięć. Podobała mi się również wyraźnie zarysowana walka dobra ze złem. Poruszające jest to, że wszystkie te trudne decyzje muszą podejmować dzieci, zupełnie nieprzygotowane do takich wyzwań. Jako czytelnicy śledzimy, czy uda im się zaprowadzić ład w pogrążonym w chaosie mieście.

ROZWLECZONA PRZYGODA

Dość wysoko oceniłam Zniknięcia, ale mam dwa zastrzeżenia, przez które nie cieszyłam się w pełni lekturą. Zacznijmy od tego najważniejszego, czyli faktu, że książka ta jest rozwleczona. Zniknięcia skierowane są do młodszych czytelników, a liczą niemal 600 stron. Moim zdaniem spokojnie można byłoby skrócić je nawet o 200 stron bez szkody dla całości. W środkowej części akcja wyraźnie zwalnia, pojawia się wiele perspektyw, które na tym etapie nie wydają się niezbędne. Być może w kolejnych tomach okażą się kluczowe, ale w pierwszej części nie czułam potrzeby tak szczegółowego śledzenia losów niektórych bohaterów. Przez to finał – w przeciwieństwie do rozwleczonego środka – wypadł słabo, był dość pośpieszny.

LUBIĘ FANTASTYKĘ, ALE…

Z czasem historia mocno skręca w stronę fantastyki. Zwierzęta zaczynają mutować, niektóre dzieci zyskują nadnaturalne zdolności, a nad wszystkim unosi się tajemnicza Ciemność. I tu pojawił się drugi problem. Spodziewałam się historii bardziej w klimacie serialu The Society, czyli bez nadnaturalnych elementów rzutujących mocno na akcję. Same moce dzieci jeszcze bym zaakceptowała, lecz gadające kojoty sterowane przez mroczną siłę to już było dla mnie zbyt wiele. Uwielbiam fantastykę, jednak tutaj wprowadziła ona za dużo chaosu. Na miejscu autora ograniczyłabym się do pokazywania zdolności bohaterów, powolnego ich rozwoju, a resztę tych fantastycznych rzeczy wyrzuciła, ewentualnie wprowadzała stopniowo, w kolejnych tomach.

JAK DOBRZE, ŻE WIEDZIAŁAM, KTO JEST KIM

Na szczęście postacie zostały wykreowane bardzo dobrze. To duży atut Zniknięć. Czytelnicy mogą się utożsamiać z protagonistami, co jest niezwykle ważne w powieściach skierowanych do młodych odbiorców. Każdy z bohaterów ma wyraźnie zarysowany charakter, własne motywacje i indywidualne cechy, dzięki czemu łatwo odróżnić jednego od drugiego. A przy tak licznej grupie to naprawdę spory sukces. Często w podobnych historiach gubię się w tym, kto jest kim, ale tutaj nie miałam takiego problemu.

Najbardziej polubiłam Lanę – jej wątek był dla mnie najciekawszym, przynajmniej do momentu, gdy na jej drodze stanęły kojoty i Ciemność. Bardzo kibicuję też relacji Sama i Astrid. Z kolei Caine oraz dzieciaki z Coates Academy wzbudzili moją niechęć, co paradoksalnie świadczy o tym, że zostali dobrze wykreowani jako antagoniści.

PODSUMOWANIE

Pomysł na tego typu historię jest świetny i daje mnóstwo możliwości rozwoju akcji. Początek wciąga, bohaterowie są interesujący, lecz w połowie Zniknięcia zaczęły mi się dłużyć. Dziesięć lat temu prawdopodobnie byłabym nimi w stu procentach zachwycona. Dziś efektu „wow” nie ma, ale rozczarowania też nie. To solidna młodzieżowa dystopia, którą poleciłabym przede wszystkim młodszym czytelnikom. Mimo zastrzeżeń dam szansę kolejnym tomom – jestem ciekawa, jak potoczą się dalsze losy Sama i jego przyjaciół.


Zapraszam do recenzji innych książek wydawnictwa We Need YA, na przykład Pochowaj nasze kości w ziemi o północy.

Malwina Niewielska
Malwina Niewielska
Recenzentka
Redaktorka, korektorka i recenzentka. Kocha powieści fantasy oraz młodzieżowe. Gdy nie sprawdza tekstów albo nie pisze recenzji, układa puzzle.

Zostaw komentarz

Wprowadź swój komentarz
Wprowadź swoje imię

Tytuł:
Zniknięcia
Autor:
Michael Grant
Tłumacz:
Malwina Stopyra
Wydawnictwo:
We need YA
Data wydania:
11.02.2025
Liczba stron:
544
Fabuła, kreacja świata
7
Bohaterowie
8
Styl
6
Akcja
6
Okładka, sposób wydania
10
Zakończenie
4
Czytaj więcej recenzji
Może cię zainteresować
ŚWIAT BEZ DOROSŁYCH – KOSZMAR CZY SPEŁNIENIE ...„Gone. Zniknięcia” – świat bez dorosłych – recenzja książki Michaela Granta

Dodaj do kolekcji

Brak kolekcji

Tutaj znajdziesz wszystkie wcześniej stworzone kolekcje.