Kobiety z wiatru to część, która tak samo jak poprzednie skupia się na trzech kobietach. Prakseda stara się pogodzić wychowanie trojaczków z karierą pisarską. Aniela postępuje bardzo sprzecznie i wychodzi za mąż za księcia, odrzucając dawnego ukochanego. Po czasie odnawia jednak relację z mecenasem Tabęckim. Frida po ślubie z Albertem jest nieszczęśliwa, ale finalnie udaje jej się uwolnić od wpływów męża i otworzyć własną fabrykę tkacką.
Towarzystwo literackie
Początek książki wprowadza lekki chaos ze względu na niemały przeskok czasowy. Czytelnik zostaje wrzucony w akcję, tak naprawdę nie wiedząc, co stało się wcześniej. Można zmienić także zdanie na temat Anieli, której w pierwszej części raczej się współczuło. W centrum ostatniego tomu znajduje się Prakseda. Bohaterka skupia się na karierze pisarskiej. Pojawiają się tutaj interesujące nietuzinkowe postacie z XIX wieku. W klubie entuzjastów udziela się m.in. Narcyza Żmichowska i Józef Dziekoński. Wprowadzenie tak znaczących, ale często zapomnianych postaci polskiego romantyzmu pozytywnie mnie zaskoczyło. Wątek literacki świetnie urozmaicają fragmenty recenzji krytyków.
Kobiety z wiatru – moje odczucia po lekturze
W powieści podobało mi się skupienie na emocjach i na postaciach kobiet, które nie myślą jednakowo – każda z nich ma inne zdanie na temat miłości, rodziny, przynależności. Kobiety z wiatru pozwalają w zupełnie inny sposób spojrzeć na dawne czasy. Co prawda perspektywa jest bardziej współczesna, ale potrzebna w rodzimej literaturze. Autorzy z reguły inspirują się Dumą i uprzedzeniem, a Magda Knedler sięga do tradycji polskiej, budując swój własny świat przedstawiony. Jej książka nie jest prosta, ponieważ nie ogranicza się jedynie do tematyki obyczajowej. Dzieje się tu znacznie więcej. Pojawia się motyw zabójstwa, kary za złe czyny, a nawet problem przemocy małżeńskiej.
Muszę jednak przyznać, że w powieści nie było elementów, które by mnie zaskoczyły tak bardzo, jak w pierwszej czy drugiej części. Książka po prostu skupiała się na codziennym życiu bohaterów i ich problemach. Myślę, że jej objętość po czasie lekko mnie zniechęciła. W pewnym momencie większość wątków była już praktycznie rozwiązana, przez co brakowało przestrzeni na coś bardziej zaskakującego. Dopiero pod koniec pojawił się epizod, który wzbudził moje głębsze zainteresowanie. Naprawdę doceniam zamysł autorki, jednak tempo narracji niekoniecznie utrzymywało zaangażowanie.
Polecam także Między pokorą a buntem – Noworoczne panny tom 1 [RECENZJA]


