Strona głównaPublicystykaKultura"Bad Boys Bring Heaven" – recenzja książki

„Bad Boys Bring Heaven” – recenzja książki

„Bad Boy”, czyli zły chłopak, to określenie chyba każdemu znane. Możemy spotkać się z nim nie tylko w piosenkach lub filmach, ale także w książkach. Więc może zastanówmy się, jak owe stwierdzenie wykorzystała debiutantka C.S. Riley w Bad Boys Bring Heaven.

(Wszystkie użyte cytaty pochodzą z książki Bad Boys Bring Heaven C.S. Riley)

Bad Boys Bring Heaven to historia toksycznej miłości, która jest silniejsza od stereotypów, tak wspaniała, że pod jej wpływem nawet anioł poszedłby z diabłem do piekła. Tak przynajmniej podaje nam wydawca. Zastanówmy się więc, czy jest to zgodne z tym, co zostało nam przedstawione.

Bad Boys Bring Heaven
fot. Julia Koszela

Przyznam, że ową historię czytałam prawie rok wcześniej, kiedy ta widniała jeszcze na platformie Wattpad. Wzbudziła moją ciekawość, a wspomnienia po niej zostały naprawdę dobre. Dlatego bez namyśleń sięgnęłam po odnowioną, papierową wersję Bad Boys Bring Heaven. 

Na dodatek, krótko przed premierą, przeprowadziłam z autorką książki wywiad, do którego serdecznie zapraszam.

Hope Ciredman – kolejna panna idealna?

Pozwólcie proszę, że zacznę od głównej bohaterki, która zarazem jest naszą narratorką, a przynajmniej w większości rozdziałów. Dziewczyna kroczy przez życie, jakby nie miała nic do stracenia. Już od pierwszych akapitów wydawała mi się ciekawa i intrygująca. Pierwsze, co nasuwało mi się na myśl, to „co jej się przytrafiło, że jest taką zimną suką?”.

Wytatuowane ciało, wulgarny język, mordercze spojrzenie i buntowniczy tryb życia. To coś, co przestraszyłoby niejedną starszą panią z ulicy. Charakter dziewczyny wpędzał ją w kłopoty, których po wydarzeniach z przeszłości starała się unikać.

Ta postać wzbudzała we mnie największe wątpliwości. I za czasów czytania jej na darmowej aplikacji, tak jak i teraz, kiedy miałam ją w swoich dłoniach. Przyznam, że się trochę zawiodłam. Liczyłam, że w nowej odsłonie główna bohaterka zyska nieco realizmu i naturalności. Jednak tak się nie stało.

Zadajecie sobie pewnie pytanie, dlaczego tak myślę? Odpowiedź jest prosta. Hope Ciredman jest chodzącym ideałem. Być może jej tragiczna przeszłość temu nieco przeczy, to jej teraźniejsza odsłona jest wyidealizowana.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to fakt, że dziewczyna morduje każdego spojrzeniem, odzywa się chamsko, a i tak wzbudza sympatię w niemal każdej przedstawionej nam postaci. Hope jest świetna nie tylko pod tym względem. Zadziwiająco dobrze gra w pokera, chociaż wcześniej jedynie tylko obserwowała, jak inni to robili. Gra w bilarda również wcale nie była jej obca.

Jeśli natomiast mówimy o takim czymś, jak nadmiar alkoholu, to ku waszemu zdziwieniu, Hope Ciredman to nie dotyczy. Ma niebywale wielką tolerancję na alkohol, a whiskey może pić bez żadnego wzruszenia i niesmaku. Wypalenie kilka papierosów w ciągu jednego dnia? Za mało. Musi iść wypalić więcej. A potem nagle przebiega kilkanaście mil w zaledwie godzinę tak, jakby te substancje, które w nadmiarze szkodzą, nagle nie miały żadnego odziaływania na jej ciało.

— Mówiłaś, że nie ma serca — mruknęłam bezbarwnie. — Chyba właśnie się przekonałaś, że nie tylko jemu go brakuje.

Bad Boys Bring Heaven – Czy rzeczywiście Asa przynosił niebo?

Skoro poruszyliśmy temat głównej bohaterki, to warto byłoby zaznajomić się z drugą pierwszoplanową postacią. W przeciwieństwie do Hope, Asa McLean miał więcej sensu i naturalności, co oczywiście zadziałało na jego korzyść.

Ten bohater zdecydowanie był lepiej przemyślany niż jego rzekome lustrzane odbicie w postaci Ciredman. Miał w sobie nieziemski tupet, nienawidził zasad, obracał się w niebezpiecznym towarzystwie, no i najważniejsze, każda dziewczyna chciała wskoczyć mu do łóżka.

Miał swoją własną przeszłość, podobnie jak jego poprzedniczka, przez co teraz był tym, kim był. Był chłopakiem, przed którym troskliwe matki ostrzegały swoje córki. Był agresywny i zimny w stosunku do innych ludzi. To wszystko pokazywał na każdym kroku, kiedy z dumą pokonywał korytarz szkolny, szedł środkiem ulicy lub gdy stał wpatrzony w jeden punkt.

Ale przysięgam, że nigdy nie nazwałabym go bezuczuciowym. Widziałam w nim coś. Niemal od razu zyskał moją sympatię i stał się ulubioną postacią. Był troskliwy, chociaż na początku nie mogłam sama przed sobą tego przyznać, bo wydawało mi się to po prostu śmieszne. Ale tak było. To, jak traktował swoją siostrę i mamę, jak diametralnie zmieniał się w ich towarzystwie, było niesamowite. Takiego Asę Mcleana pokochałaby każda kobieta.

Czy fabuła jest oklepana?

Nie będę przeciągać, po prostu odpowiem, że nie. Prawdę mówiąc, dużo na to wskazywało. Niekoniecznie ufałam nagłówkom „miłość silniejsza od stereotypów”. Wydawało mi się to po prostu śmieszne. Wszystko wyglądało, jakby Asa Mclean był typowym bad boy’em, który z pierwotną definicją tego stwierdzenia nie miał nic wspólnego. Ale po przeczytaniu całej książki jestem w stanie przyznać, że tak, ta definicja idealnie pasowała do Asy.

Przez całą książkę targały mną emocje. Wybuchałam śmiechem niejednokrotnie, smuciłam się, gdy coś nie szło po mojej myśli. Jednak autorka postanowiła zrzucić na nas prawdziwą bombę dopiero kilkadziesiąt stron przed końcem.

Asa i Hope to mieszanka wybuchowa, więc jeśli szukacie czegoś spokojnego, odpuście sobie tę pozycję. Albo po nią sięgnijcie i zaryzykujcie, może jej wnętrze się spodoba.

Mogliśmy poznać nie tylko tę dwójkę, ale także Isaaca i kolejną nową postać. To już tutaj się coś zapoczątkowało, a ich losy możemy poznać w kolejnym z tomów Heaven, który na razie jest dostępny na platformie Wattpad. Ale pamiętajcie, śpieszmy się kochać nasze internetowe książki, bo tak szybko odchodzą i stają się papierowe… Zaufajcie mi, dla takiej tajemniczej, ale wzbudzającej ciekawość postaci, jak Isaac, wszystko jest warte.

To kolejny aspekt, który niezwykle mi się spodobał. Pokazanie nam postaci, którą dogłębniej będziemy mogli poznać w kolejnych, co prawda niezależnych od siebie, tomach.

— Jestem wyczerpana kochaniem cię w sposób, w jaki to odczuwam. — Poczułam łzę spływającą po policzku. — To mnie wykańcza.

Podsumowanie

Więc jeśli chcecie przeczytać Bad Boys Bring Heaven, uzbrójcie się w chusteczki higieniczne, ale także przyda się coś do jedzenia i gorąca herbatka, bo kilkaset stron wciągniecie na raz i nie będziecie chcieli się od nich oderwać choć na chwilę.

Chociaż główna bohaterka niesamowicie mnie irytowała, niemal na każdym kroku, co już jest dużym plusem, bo nie widziałam w niej niemal żadnych plusów, historia C.S. Riley jest godna uwagi i zachęcam każdego czytelnika po sięgnięcie po tę pozycję. Zaufajcie mi, nie będziecie żałować!

8/10

Julia Koszelahttps://www.wattpad.com/user/LetaCaceres
Witam! Jestem nastolatką z głową pełną pomysłów. Niewątpliwie jestem największą gadułą na świecie. Zawsze znajdę jakiś temat, aby rozmowa nie kończyła się na "aha". Nie wiem po kim odziedziczyłam miłość do książek, ale jestem tej osobie niezmiernie wdzięczna. bo to najlepsze, co mnie spotkało.
Udostępnij
Tagi
- Reklama -

Przeczytaj inne recenzje

- Reklama -

To może Cię zaciekawić

Zostaw komentarz

Wprowadź swój komentarz
Wprowadź swoje imię