Elżbieta Wojnarowska „Czternaście dni Honoraty” – recenzja

Elżbieta Wojnarowska w swojej najnowszej książce Czternaście dni Honoraty przychodzi do nas z nadbałtyckim kryminałem, ironią i groteską. Morze i kryminał są, natomiast jeśli chodzi o wątek komediowo-humorystyczny, mogłabym polemizować. Co jeszcze znajdziemy w tej książce i czy warto ją przeczytać? 

(Zastosowane w tekście cytaty pochodzą z książki „Czternaście dni Honoraty”)

FABUŁA

Tak płynęło życie Honoraty, spokojnie i bez wstrząsów. Aż do tego dnia. Bo właśnie tego dnia zaczęła się ta historia. I do tego absolutnie nieprzewidywanie. Jak to bywa w filmach (…).

Czterdziestoparoletnia Honorata prowadzi nudne i dość rutynowe życie, pracując w Krakowskim laboratorium kryminalistycznym. Jest tak do dnia, kiedy wszystko nagle i nieprzewidywanie się zmienia. Spotyka starego przyjaciela Ziemowita i chcąc uniknąć kolejnej konfrontacji, postanawia wyjechać na urlop. Dwa tygodnie w Jastrzębiej Górze mają odmienić jej życie – w pewien sposób w jej szarej rzeczywistości faktycznie zaczyna się coś dziać.

We Władysławowie jest świadkiem wypadku, gdzie pomaga poszkodowanym. Kiedy dociera do Jastrzębiej Góry do swojej przyjaciółki, okazuje się, że córka jej sąsiadki zaginęła, a policja nic nie robi w tej sprawie. Czy Honorata dowie się, co się stało z zaginioną Gizelą? I do czego jeszcze dojdzie w ciągu tych dwóch tygodni?

GŁÓWNA BOHATERKA

Kiedyś ktoś uszczęśliwił ją psem rasy pies i było to bardzo niefortunne uszczęśliwienie. Zarówno dla niej, jak i dla psa. Pies nie chciał jeść ani prażonej kukurydzy, ani pizzy, którymi zajadała się Honorata, i trzeba mu było przynosić jakieś paskudne psie konserwy. I wciąż chciał gdzieś wychodzić, szczególnie wieczorami, gdy lało i wiało, albo właśnie w telewizji leciał jej ulubiony serial kryminalny. (…) Honorata miała w domu dwa kaktusy. Na które wymieniła swojego psa. Z kaktusami nie trzeba było wychodzić wieczorami.

Główna bohaterka, Honorata, pracuje na komendzie, mimo że bardzo nie lubi policji. Każdego wieczoru ogląda filmy kryminalne, dużo je i pije wino lub wódkę. Oczywiście gorąco zapewnia samą siebie, że nie stała się alkoholiczką, a alkohol tylko degustuje. Jest dość otyła, ale zbyt bardzo kocha jeść, by przejść na dietę. Próbuje uprawiać sport, ale nie ma w sobie dość samozaparcia.

Honorata nie poinformowała przyszłego tatusia, że nim zostanie, z obawy przed utratą pracy lub ewentualną propozycją małżeństwa, gdyż sama nie była pewna, co byłoby gorsze.

Prawie za każdym razem jadąc samochodem, widzi obok siebie zjawę – swojego starego przyjaciela – z którą rozmawia o ich wspólnej przeszłości, co jest dość dziwne, ale pod koniec lektury byłam w stanie wywnioskować, dlaczego autorka wprowadziła ten wątek.

Honorata przez swój styl życia okazała się dla mnie z lekka denerwująca. Nie ma w nim określonego celu, nie ma motywacji. Według mnie jest nudna, co wpływa również na odbiór całej książki.

JĘZYK I POWTÓRZENIA

Bez wątpienia do stylu autorki trzeba się przyzwyczaić i nie każdemu przypadnie on do gustu. Kiedy pojawiło się więcej dialogów, lektura była przyjemniejsza, jednak tam, gdzie znalazły się dłuższe opisy, czytało mi się dość ciężko. 

W książce znalazło się również dużo powtórzeń. Imię bohaterki pojawiało się naprawdę często, podobnie jak niektóre informacje dotyczące jej osobowości. Niemal w każdym rozdziale odnalazłam zdania mówiące, że Honorata nie lubi policji, bardzo lubi jeść i pić, nie lubi być głodna, lubi lubić i nie lubi nie lubić (cokolwiek autorka miała tutaj na myśli). Jak można zauważyć, niektóre z tych cech są swoimi przeciwieństwami, a mimo to w tekście pojawiły się nieraz obok siebie.

MIEJSCE AKCJI

To, co naprawdę spodobało mi się w książce, to opisy miejsc, w których rozgrywała się akcja. Jako że w okolicy Władysławowa i Jastrzębiej Góry mieszkam od urodzenia, naprawdę jestem w szoku, jak dobrze autorka oddała tomografię terenu. Mogę w to wliczyć skróty, by uniknąć korków, oraz mało uczęszczane okolice. W każdym momencie byłam w stanie wyobrazić sobie dokładne miejsce, gdzie byli bohaterowie – to naprawdę godne pochwały. Dopatrzyłam się jedynie dwóch drobnych nieścisłości, z czego jedna to błąd w nazwie drogi. Czy zamierzony? Nie wiem.

Honorata olewa wyjącą skrzynię biegów i jedzie dalej. Najwyżej skrzynia oleje ją i auto stanie. Tymczasem auto jedzie. Do przodu, wciąż do przodu. Ciągnie ją naprzód. Przed siebie. Jakby w niej był wilczy pęd. Dziki, nieujarzmiony, zwierzęcy zew. Honorata nie wie, jak inni, ale ona z pewnością jest wynikiem ewolucji. Ze światem przyrody ma wiele wspólnego. Ma na przykład kaktusy w pokoju… I głód. Dziki, zwierzęcy głód. I jak tu schudnąć?

KRYMINAŁ CZY KOMEDIA

Sam wątek kryminalny był dość ciekawy. To ani zbyt małe, ani przesadnie duże przestępstwo. Dzięki temu historia pozostała realna, bo coś takiego naprawdę mogłoby mieć miejsce. Nie do końca realny wydaje mi się natomiast udział bohaterki w sprawie. Honorata nie jest policjantką, więc to, że rozwiązuje sprawę wydziału kryminalnego na drugim końcu polski po tym, jak komendant Krakowskiej komendy szepnął słówko komuś w Wejherowie… Cóż, jak dla mnie to trochę naciągane. Podobnie jak to, że na komendzie we wcale nie małym mieście Honorata spotyka tylko jednego policjanta.

Co do obiecanej ironii i groteski – owszem, pojawiło się parę miejsc, gdzie się uśmiechnęłam, ale nie przypisałabym tej książce wątku komediowego. Mam wrażenie, że jedyne ironiczne fragmenty dotyczyły usposobienia bohaterki, jej tuszy i miłości do jedzenia. Znajdziemy również parę zdań na temat polskiego rządu, wyborów oraz Prawa i Sprawiedliwości.

Honorata nie wiedziała, co sądzić o swoim kraju. Dawno przestała się zastanawiać, na czym ma polegać owo prawo i owa sprawiedliwość, bo stale zmieniano oficjalnie obowiązujące stanowisko i zdanie na ten temat. (…) rozpoczęła się już najwyraźniej kampania wyborcza. Kto jednak mógłby zagrozić obecnemu prezydentowi Dudzie, Honorata nie wiedziała. A ponieważ nie lubiła nie wiedzieć, postanowiła przyjrzeć się kontrkandydatom, o ile tacy w ogóle się pojawią, co było wielce prawdopodobne.

Poczucie humoru autorki na pewno ujawniło się w imionach postaci. Oprócz tytułowej bohaterki Honoraty, poznajemy jej córkę Frankę, a także również wspomnianego wcześniej Ziemka, czy też Ziemowita, który pomijając jedną scenę, pojawia się tylko w postaci zjawy. Zaginiona dziewczyna to Gizela, jej chłopak ma na imię Zachariasz, a koleżanki to Aida i Izaura. W tekście przeczytamy również o Irence, Danusi, a nawet Leokadii Szczurek.

CZY WARTO

Nie jest to najlepsza książka, jaką przeczytałam, nie mogę powiedzieć też, że najgorsza. Niektóre rzeczy mi się podobały, inne działały zniechęcająco. Przeczytanie tej książki zajęło mi prawie dwa tygodnie, a po drodze robiłam kilka przerw na inne teksty. Osobiście zwróciłam jeszcze uwagę na krzywo zadrukowane strony (nie wiem, czy dotyczy to tylko mojego egzemplarza, czy wszystkich), które wpływały na jakość czytania. Obawiam się, że Czternaście dni Honoraty nie jest historią, do której za jakiś czas powrócę, jednak jeśli masz akurat sporo wolnego czasu i szukasz lekkiego tekstu, to może akurat styl i główna bohaterka, którą wykreowała Elżbieta Wojnarowska, przypadną ci do gustu? 

— Nietrudno kogoś uznać za dupka — powiedziała na głos pojednawczo, niby do siebie. — Trudniej samemu nie być dupkiem. Dupką? — poprawiła się. 

— Czyżbyś nie wiedziała, jak brzmi żeńska odmiana słowa dupek?

Ocena 5/10


Dziękujemy wydawnictwu Lira, za egzemplarz recenzencki.


Ludka Skrzydlewska „Po godzinach”, romans z nutką sensacji – recenzja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *