„Gwiezdny pył we krwi” – klątwa drugiego tomu – recenzja książki Laury Sebastian

Recenzentka

Gwiezdny pył we krwi to kontynuacja Korony z kości, historii o trzech siostrach wysłanych na niebezpieczną misję. Na kontynuację w wersji polskiej musieliśmy trochę poczekać. Czy było warto?
Egzemplarz książki – w ramach współpracy barterowej – otrzymaliśmy od:
Zysk i S-ka

PRZEZNACZENIE ZAPISANE W GWIAZDACH

Trzy księżniczki – Daphne, Beatriz i Sophronia – zostały wysłane przez matkę do różnych królestw, by przejąć tam władzę. Jedna z nich przepłaciła tę misję życiem. Pozostałe dwie muszą stanąć naprzeciw największemu złu na kontynencie – własnej matce, potężnej cesarzowej Margaraux, która widzi w nich wyłącznie narzędzia do zdobycia absolutnej władzy nad Vesterią.

Daphne i Beatriz coraz wyraźniej dostrzegają prawdę. Są gotowe zrobić wszystko, by powstrzymać matkę i pomścić tragicznie zmarłą siostrę. W tym celu sięgną po niezwykłą moc drzemiącą w ich krwi.

REREAD MILE WIDZIANY, A NAWET WSKAZANY

Dobrze, że przed lekturą Gwiezdnego pyłu we krwi zrobiłam reread Korony z kości, bo inaczej pogubiłabym się, kto jest kim i jakie ma relacje z innymi. Liczba postaci, zależności i prowadzonych równolegle wątków może przyprawić o ból głowy. Zdecydowanie brakuje tu choćby krótkiego streszczenia od autorki, które pomogłoby przypomnieć najważniejsze wydarzenia. Tym bardziej że pierwszy tom, tak jak drugi, jest obszerny, a nie każdy ma czas sięgać po niego ponownie. Dlatego ostrzegam: jeśli czytaliście Koronę… tuż po premierze i nie macie świetnej pamięci, warto przynajmniej wrócić do najważniejszych wydarzeń z poprzedniej części.

SYNDROM DRUGIEGO TOMU DAJE O SOBIE ZNAĆ

Po pierwszym tomie pokładałam duże nadzieje w Gwiezdnym pyle we krwi. Nie mogę powiedzieć, że się zawiodłam, ale odczułam syndrom drugiej części. Miałam wrażenie, że dzieje się tu niewiele, a po tak mocnym zakończeniu pierwszej części spodziewałam się znacznie większej dawki akcji. Trudniej było mi wciągnąć się w ten tom niż w poprzedni. Książka bardziej przygotowuje grunt pod finał, niż stanowi samodzielną historię. Spokojnie można by skrócić ją o kilka rozdziałów – fabuła niewiele by na tym straciła, a zyskałaby na dynamice. Choć polityka i intrygi wypadają ciekawie, momentami brakuje im wyrazistego napięcia. Nie byłam zatem tak wciągnięta w historię sióstr, jak mogłabym być. Na szczęście świat przedstawiony wciąż pozostaje ogromnym atutem tej serii. Motywy gwiazd, życzeń i przeznaczenia są niezwykle klimatyczne, a autorka świetnie łączy osobiste dramaty księżniczek z wielką polityką.

DZIĘKUJĘ ZA KONSEKWENCJĘ

Wątek Sophronii okazuje się ostateczny – nie ma tu żadnego fabularnego triku ani udawanej śmierci. To decyzja odważna, trudna z perspektywy autorki, lecz satysfakcjonująca mnie jako czytelnika. Może to brzmi okrutnie, ale obawiałam się, że Sebastian jakoś ją wskrzesi, a ja nie lubię tego typu akcji. Niektórzy pisarze lubią uśmiercać postać, a potem w magiczny sposób przywracać ją. Na szczęście Sebastian mnie nie zawiodła i reszta bohaterów musiała jakoś radzić sobie z żałobą, co stworzyło ciekawe wątki. Mam wielką nadzieję, że w kolejnym tomie ten stan rzeczy zostanie utrzymany.

RESZTA SIÓSTR I NOWA PERSPEKTYWA

Jeśli chodzi o pozostałe siostry, Daphne wciąż nie wzbudza mojej sympatii, choć to właśnie ona zdaje się wyrastać na główną protagonistkę całej serii. Wszystko to, w co wierzyła, okazuje się fikcją. Wobec tego dziewczyna musi tutaj wybrać pomiędzy byciem lojalną wobec matki a miłością do siostry i tym, co słuszne.

Beatriz lubię znacznie bardziej i to jej przypadł wątek, który mnie zafascynował, czyli poznawanie tajnik magii od Nigellusa. Ogólnie jednak jej rola w tym tomie jest ograniczona i momentami rozczarowująca. Mam nadzieję, że w finałowej części ulegnie to zmianie. Zdecydowanie na plus wypada jej relacja z Pasquale, oparta na zaufaniu i szczerości, co stanowi miły kontrast dla wszechobecnych zdrad oraz sekretów.

Perspektywę Sophie zastępują rozdziały Violie. Początkowo musiałam się do niej przyzwyczaić – nie jestem fanką nowych perspektyw w kolejnych tomach. Ostatecznie cieszę się, że wypełniła tę pustkę, choć nadal brakowało mi Sophronii. To ona była moją ulubioną z całej trójki i chyba nie da się jej zastąpić.

PODSUMOWANIE

Gwiezdny pył we krwi nie okazał się tak mocny jak pierwszy tom, ale mimo wszystko miło spędziłam z nim czas. To wyraźnie przejściowa część trylogii – spokojniejsza, wolniejsza, nastawiona na budowanie fundamentów pod finał. Na ten moment bardziej cenię wcześniejszą trylogię autorki, jednak czekam na zakończenie tej historii. Zobaczymy, czy finał zmiecie mnie z nóg i sprawi, że spojrzę na całą serię inaczej.


Poprzednia trylogia autorki ukazała się w Polsce również nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka. Zapraszam do recenzji jej finałowego tomu – Królowej Żaru.

Malwina Niewielska
Malwina Niewielska
Recenzentka
Redaktorka, korektorka i recenzentka. Kocha powieści fantasy oraz młodzieżowe. Gdy nie sprawdza tekstów albo nie pisze recenzji, układa puzzle.

Zostaw komentarz

Wprowadź swój komentarz
Wprowadź swoje imię

Tytuł:
Gwiezdny pył we krwi
Autor:
Laura Sebastian
Tłumacz:
Mariusz Warda
Wydawnictwo:
Zysk i S-ka
Data wydania:
2.12.2025
Liczba stron:
574
Fabuła, kreacja świata
7
Bohaterowie
6
Styl
7
Akcja
7
Zakończenie
7
Okładka, sposób wydania
8
Czytaj więcej recenzji
Może cię zainteresować
PRZEZNACZENIE ZAPISANE W GWIAZDACH Trzy księ...„Gwiezdny pył we krwi” – klątwa drugiego tomu – recenzja książki Laury Sebastian

Dodaj do kolekcji

Brak kolekcji

Tutaj znajdziesz wszystkie wcześniej stworzone kolekcje.