Szalejów Górny
Wszyscy znamy jedną miejską legendę (nazywaną też urban legend), chociażby sławetną Czarną Wołgę. Te intrygujące i, czasem nawet prawdopodobne, opowiastki napawają nas strachem. I choć niektóre z opowiadań Macieja Bobuli czerpią nieco z konwencji horroru, nie można ich do końca tak zaszufladkować. Na Szalejów składa się kilka luźno powiązanych ze sobą tekstów. Poza pojedynczymi postaciami, to właśnie tytułowa wieś łączy książkę w całość. Każde z opowiadań dotyczy jednej postaci, która równie dobrze mogłaby być bohaterem wiejskiej plotki, przedmiotem pogłoski, którą ludzie powtarzają bezmyślnie. Choć (podobno) we wsi znają się wszyscy, to jednak dużo można wymyślić na temat drugiej osoby. Tak więc miejskie legendy, które wywodzą się z wiejskich, ludowych wierzeń, ponownie powracają do swojej ojczyzny.
Szalejów Dolny
W Szalejowie mieszkają różne osoby. Jest tu nauczyciel zafascynowany niemieckim rodowodem regionu Dolnego Śląska (co teraz zdaje się być trendem w literaturze polskiej), wiejski głupek, starsza lesbijka, niespokojna babuleńka itp.. Każda z tych postaci wiedzie swoje spokojne życie, w większości przypadków niczym niezakłócone. To, że ich egzystencja pozbawiona jest elementu grozy, nie znaczy, że nienaznaczona jest napięciem.
Te wszystkie postaci i ich wspomnienia są intrygujące. Dodatkowo, język Macieja Bobuli (również poety) wzmaga emocjonalność historii. Autor jest w stanie wspaniale wejść w role różnych mieszkańców wsi, którzy opowiadają o niełatwym życiu. Odniosłem jednak wrażenie, że czasem poza tym niewiele zostaje. Szalejów nie oferuje czegoś więcej niż zgrabnie napisane stronice, nie daje możliwości wyłapania jakiegoś głębszego sensu.
Szalejów… swojski
Rzecz jasna, nie znaczy to, że każda książka by coś znaczyć, musi być przepełniona symbolami, ukrytymi sensami czy metaforyką godną najwybitniejszych poetów. Wręcz przeciwnie! W Szalejowie najlepsze okazują się być te momenty, w których autor zaczyna się uzewnętrzniać i daje upust uczuciom. Autobiografizm, nawet jeśli podkolorowany, jest najlepszym osiągnięciem książki. A jeśli się mylę (bo nie znam autora osobiście), to tym bardziej jestem pod wrażeniem, że był w stanie tak przekonująco oddać emocjonalność bohatera. Stąd też mój problem z innymi fragmentami, w których ten czynnik autobiograficzny nie jest aż tak pokaźny. Mimo to warto wybrać się do Szalejowa, szczególnie zważywszy na to, że wydano go w małym wydawnictwie. Poznajmy więc nasze lokalne, wiejskomiejskie legendy.


