Trucicielki – od antyku po współczesność
Trucicielki. Kronika kobiecych zbrodni została wydana przez Wydawnictwo Mando.
Autor przytacza ciekawe, historyczne fakty: monopol na zbrodnię przypadał w głównej mierze mężczyznom. Często dokonywane były w falach emocji, w afekcie, w akcie zemsty. Morderstwo dokonywane z pomocą trucizny uznawane jest za „sposób tchórzliwy”. Warto przytoczyć informacje naukowe, z zakresu kryminologii:
Sprawcy w analizie kryminologicznej byli głównie kobietami, a udział kobiet wśród trucicieli jest znacznie wyższy niż w ogólnej liczbie sprawców zabójstw. Badanie wskazuje też przyczyny tej różnicy: otrucie nie wymaga siły fizycznej, jest bardziej planowane i ukryte, historycznie wiązało się z rolami społecznymi kobiet (np. przygotowywanie jedzenia lub opieka). Około 70% sprawców używających trucizny było kobietami.
Systematic analysis of homicidal poisonings in Germany; M. Ohm, R.Seifert; Naunyn-Schmiedeberg’s Archives of Pharmacology.
Badania kryminologiczne wskazują, że choć kobiety stanowią mniejszość sprawców zabójstw, są nadreprezentowane w przestępstwach polegających na otruciu, a udział kobiet wśród trucicieli jest znacznie wyższy niż w ogólnej populacji sprawców zabójstw.
Autor Trucicielek, Gerard Morel, przedstawia odbiorcom najbardziej znane trucicielki, które często, poprzez swoje zbrodnie, potrafiły zmienić bieg historii. Pierwsze wzmianki pojawiają się już w antyku.
Starożytność to dopiero początek
Kobiety, które pierwsze przychodzą na myśl o truciźnie w okresie starożytności, to Agrypina Młodsza, Lukusta i Kleopatra VII. Autor poświęca uwagę tej pierwszej, która pragnęła władzy dla swojego syna za czasów Imperium Rzymskiego. Wychowywała się w poczuciu wyższości i tak też wychowała swojego pierworodnego: cesarza Nerona. Niesamowicie dziwi mnie jednak, że autor nie poświęcił większej uwagi Lukuście, która uchodziła za pierwszą seryjną trucicielkę, z której usług właśnie skorzystała Agrypina. Cesarz Neron zezwolił jej na prowadzenie szkoły trucicieli w Rzymie. Również brakuje tutaj informacji o działaniach Kleopatry, która testowała zdobytą wiedzę na żołnierzach i jeńcach. Według legendy popełniła samobójstwo przy pomocy jadu węża (choć część historyków uważa, że mogła użyć mieszaniny trucizn).
W książce spotkamy również inne kobiety. Z okresu renesansu, po czas wielkich odkryć geograficznych, kolonizacji, Świętej Inkwizycji po Rewolucję Przemysłową czy XX wiek: Marię Katarzynę Le Jumel de Barneville, Adelę Landoy lub Violette Noziere. Wszystkie te kobiety łączyło to samo narzędzie zbrodni: trucizny. Każda jednakże wykorzystywała je z różnych powodów, lecz cel był ten sam: zamordować i często uwolnić się od męskiego oprawcy.
Mała kronika, wielka wiedza, dobry początek do szerszego poznania tematu
Książka niesamowicie wciągnęła mnie od pierwszych stron. Autor poprowadził temat jak bardzo doświadczony reportażysta. Gdybyśmy mieli zmieścić wszystkie historyczne postacie, kobiety, które były trucicielkami, to książka byłaby grubości dobrej encyklopedii. Jednakże odbiorca nie jest zasypany stosem niepotrzebnych informacji. Warto sięgnąć po Trucicielki przede wszystkim po to, aby poznać historie kobiet, które nie miały szansy nikomu ich opowiedzieć. Autor na samym początku napisał:
Tę książkę dedykuję innym trucicielkom: tym, których historie nigdy nie zostaną opowiedziane, gdyż były na tyle sprytne, że nigdy nie ściągnęły na siebie podejrzeń.
Ta książka jest również o tym, jak kobiety pragnęły uciec przed męskimi oprawcami, a trucizny były ich jedynym ratunkiem, by móc zacząć coś nowego, tym samym budując swoją historię, często w mrocznych barwach. Ale też o tych, które zbudowały swoją sławę seryjnych trucicielek, ratując inne kobiety.
Zapraszamy Was do naszej innej recenzji: Yakuza bez mitów.


