- Reklama -

Ujednolicenie cen książek zniszczy rynek wydawniczy?

Temat cen książek na polskim rynku powraca co jakiś czas na różnych portalach. Nierzadko są one zawyżone lub niebotycznie niskie, co przekłada się na zarobek wydawnictw i księgarni. Ta dość ważna kwestia niedawno wróciła, gdy Polska Izba Książki wystąpiła z propozycją ujednolicenia cen. Z czym wiąże się taka zmiana? Komu zaszkodzi, a komu pomoże?

Duzi wydawcy naszych ulubionych książek chętnie wracają do tematu cen książki z bardzo prostego powodu — ustawa o ochronie rynku książki jest dla nich opłacalna. Jak łatwo wyeliminować mniejszą konkurencję? Zmiażdżyć cenami, które będą musieli narzucić przy sprzedaży swoich dzieł. Jednocześnie umocni to ich pozycję na rynku, pozwalając dotrzeć do nowych czytelników. Ujednolicenie ceny książki może stać się koszmarem małych wydawców.

Wiele sieci księgarskich przez długi czas wymuszało na wydawcach praktycznie nieopłacalne promocje, które — gdyby nie zawyżanie kwot zakupu — spowodowałyby utratę zysku.

Znane nam promocje dwa plus jeden, rabatu do kilkudziesięciu procent czy zestawy, za które płacimy o wiele mniej, choć dla nas są wspaniałą okazją, dla wydawców to koszmar. Brak zysku, nierzadko muszą oni dopłacać do interesu. Najgorzej jednak wychodzą na tym pisarze, rozliczani z każdego procentu ze sprzedanego egzemplarza. 

Dyskusję o cenie książek co jakiś czas rozpoczynają sami czytelnicy. Nierzadko słyszy się, że ceny wielu dzieł są zdecydowanie zbyt wysokie i nie zawsze proporcjonalne do ich jakości. Tak samo mówi się o e-bookach, które — według niektórych — są zbyt drogie w porównaniu z pracą, jaką zajmuje przygotowanie pliku.

Ostatnimi czasy niewielu ludzi kupuje książki. Wielu po prostu woli je wypożyczyć lub ukraść z tzw. chomika, o którym więcej mówiliśmy w jednym z naszych artykułów – E-booki – czy czytanie w internecie jest legalne?

To dla tych, którzy to wszystko kupują, cena jest najbardziej istotna, zwłaszcza gdy przez pandemię wzrosła ona nawet o kilkanaście procent. Stajemy przed wyborem — kupić jedną papierową książkę czy dwie w formie e-booka w podobnej kwocie? Myślę, że odpowiedź jest prosta. Wydawać by się mogło, że brak druku obniży koszt kupna e-booka, jednak jest zupełnie inaczej.

Elektroniczna forma książki stała się niemal tak samo droga jak ta papierowa. W niektórych przypadkach spowodowane jest ilością zabezpieczeń, które posiadają pliki i innej formy pracy nad nimi. Powodem może być również to, że wydawcy nie chcą obniżać ceny okładkowej tego samego tytułu tylko dlatego, że zmienia się jego format. Chcą zarobić tyle samo. Skutkuje to spadkiem sprzedaży, a czytelnicy decydują się na abonamenty, typu Legimi.

Czy klientom jednolita cena się opłaca? 

Brak promocji uderzy po kieszeni prawie wszystkich. W końcu, kto z nas nie chciałby kupić ulubionej książki kilka złotych taniej? Może się również okazać, że nie dowiemy się o premierze nowego dzieła, bo wydawnictwa nie będzie stać na odpowiednią reklamę i marketing odejdzie w cień, ustępując miejsca walce o przetrwanie na rynku. A to skutkować może zakończeniem działalności przez brak czytelników. Ujednolicenie cen sprawi, że duże wydawnictwa będą wygrywać wyścig o czytelnika o wiele większą promocją.

A te wcale nie spadną. Nie ma co się łudzić, że ustawowo kupimy coś taniej. Wzrosną one jeszcze bardziej, co skutecznie uderzy w naszą kieszeń. Już dziś niektóre powieści można kupić za nawet kilkadziesiąt złotych, a co będzie później?

Jak to się ma do małych wydawnictw i księgarni?

Kto twierdzi, że jednolita cena spowoduje wyrównanie szans i magiczną harmonię, ten nie zna rzeczywistości. Zmiana ustawowa nie sprawi, że będzie większa różnorodność, a księgarnie zaleją nowe trendy książkowe. Nie spowoduje, że sprzedaż polskich autorów wzrośnie.

Największą zaletą wielkich wydawnictw są pieniądze. To oni mają większe środki na to, by wydać daną książkę i mogą pozwolić sobie na jej dużą promocję, niewiele na tym tracąc. Małe oficyny zaś nie do końca. Bardzo często mniejsi wydawcy zatrudniają po kilka osób, a te zaś zapełniają wiele etatów. Mają oni również o wiele mniejsze środki na wydanie książek.

Tak samo jest w przypadku księgarni. Czy ustawa pomoże tym niewielkim? Nie, dobije te, które ledwo sobie radzą i spuści na dno te, które jeszcze się trzymają. Sieciówki mają olbrzymie zaplecze logistyczne i środki na rozwijanie swoich sklepów.

Zwróćmy uwagę na literaturę zagraniczną. Licencje na książki zagraniczne wygrywa się na zasadzie przetargu, które wygrywają ogromne wydawnictwa, a te mniejsze nie mają szans, by się przebić. Dlaczego? Jak wszystkim, zagranicznym autorom i wydawcom zależy na ogromnym zysku, a duże oficyny mogą im to zapewnić.

Sytuacja ta tworzy olbrzymią barierę dla wydawców, którzy chcą wydawać mainstreamowo i tych, którzy chcą się wybić.

Ucierpią też autorzy

Wyobraźmy sobie sytuację, w której mamy do czynienia z dwójką autorów. Jeden z nich to debiutant, nie wiadomo, jak przyjmą się jego dzieła, istnieje ryzyko porażki. Z drugiej strony zaś jest „rekin” – znany i lubiany twórca bestsellerów, którego książki zdobywają nagrody. Z kim wolelibyśmy współpracować?

Dla autorów popularnych dzieł jednolita cena to świetna wiadomość. Pisarze posiadający nakłady liczące tysiące egzemplarzy wyjdą na swoje, mogą spodziewać się nawet zysku. To dlatego, że promocja takiego pisarza i wydawanie pieniędzy na jego „utrzymanie” jest bardziej opłacalne, niż promowanie debiutanta.

Dla mniejszych pisarzy taka zmiana to początek koszmaru. Mowa tu o twórcach tak zwanych „zapchaj dziur” – romansów, thrillerów, obyczajówek itp., które do tej pory przynosiły niewielki, ale stały przychód. To też ci, którzy nie mają stałej grupy fanów – to oni są ofiarami „łowów” w poszukiwaniu kolejnego bestsellera. 

Debiutanci już mają ciężko, ale po wprowadzeniu ustawy niemal na pewno zostaną na lodzie. Przynoszą oni największe ryzyko dla wydawców, którzy nie mogą być pewni, czy dany tytuł przyniesie zysk. Gdy dojdzie do zmian, nikt nie będzie chciał inwestować w ich pracę w obawie przed porażką.

Głośny sprzeciw wobec ustawy

Daniel Muniowski, twórca jednego z największych kanałów booktube — Strefa Czytacza — oraz przyszły debiutant, głośno wyraził swój sprzeciw wobec ustawy. W swoim poście na Facebooku oraz filmiku na YouTube wypunktował wszystko, co wiąże się z wejściem ustawy w życie i zachęcił do podpisania petycji. Dokładnie wyjaśnia on powody i skutki, tłumaczy, z czym będziemy się borykać po fakcie.


Zachęcamy do dyskusji na ten temat. Zgadzacie się z projektem ustawy? Chcielibyście, by doszło do ujednolicenia cen książek?

Wiktoria Pietrzak
Z głową w chmurach, nogą w kawie i nosem w książce. Nie wyobrażam sobie świata bez tych trzech rzeczy.
- Reklama -

Zostaw komentarz

Wprowadź swój komentarz
Wprowadź swoje imię