Bardzo miły powrót do Night City – recenzja serialu „Cyberpunk: Edgerunners” (2022)

Anime, czyli japońskie filmy rysunkowe utrzymane w charakterystycznej, nieco przerysowującej postacie oraz ich emocje stylistyce, cieszy się na szeroko pojętym Zachodzie niesłabnącą popularnością od przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. I chociaż sami Japończycy terminem „anime” określają wszystkie kreskówki bez względu na ich styl czy też kraj, w którym powstały, to nam, posługującym się tym słowem Europejczykom, zapewne na myśl od razu przychodzą nienaturalnie wielkie oczy i przesadnie długie, epickie openingi.

Co ciekawe, obie te kwestie nie dotyczą recenzowanego przeze mnie serialu. Cyberpunk: Edgerunners (2022) ma stosunkowo krótką czołówkę, a oczy bohaterów wypadają znacznie poniżej średniej, jaką przez lata wypracowały animowane japońskie produkcje. Oczywiście te mało istotne spostrzeżenia w żadnym wypadku nie przesądzają o ewentualnym rozczarowaniu miłośników artystycznej konwencji rodem z Kraju Wschodzącego Słońca. Takich ludzi już w tym momencie mogę zapewnić, że twórcy stanęli na wysokości zadania, dzięki czemu debiutujące właśnie na Netfliksie dzieło można śmiało określić mianem soczystego anime.

Neo-Night-City

Stylistyka anime wydaje się świetnie pasować do cyberpunkowych światów. Dowodem na to jest wybitna, uważana często za najlepszą japońską animację w historii Akira (1988). Akcja tego filmu rozgrywa się w przyszłości, w rozświetlonym tysiącami reklam, a jednocześnie opanowanym przez motocyklowe gangi Neo-Tokio, którym rządzi autorytarna władza niemająca skrupułów, aby przeprowadz eksperymenty genetyczne na ludziach. Akira przetarła szlak jeszcze bardziej cyberpunkowemu Ghost in the Shell (1995) i jego kontynuacjom. Nic dziwnego, że myśląc o stworzeniu serialu animowanego w uniwersum gry Cyberpunk 2077 (2020), decydenci ze studia CD Projekt RED postawili na konwencję anime. Sam pomysł był strzałem w dziesiątkę, choć bez zaangażowanego zespołu całe przedsięwzięcie nie miałoby szansy powodzenia.

Źródło: Netflix

Kto z kim?

Cyberpunk: Edgerunners to koprodukcja polsko-japońska. Scenariusz napisał znany głównie z twórczości komiksowej Bartosz Sztybor, a przełożenie realiów świata Cyberpunka 2077 na język animacji przypadło studiu Trigger, które podjęło się tego zadania, powierzając reżyserię Hiroyukiemu Imaishiemu. O „edgerunnersach” mówiło się już od paru lat, jednak pozostawali owiani aurą tajemnicy. Jedyną pewną informacją, oprócz tego, że widzowie zobaczą anime, było tylko miejsce akcji. Wzorem gry zostało nim również Night City.

W slumsach Santo Domingo

Głównym bohaterem jest mieszkający w jednym z megabloków w dzielnicy Santo Domingo nastolatek David Martinez. Chłopak, co wydaje się dosyć nietypowe jak na kogoś pochodzącego ze slumsów, uczęszcza do prestiżowej szkoły prowadzonej przez Arasakę – jedną z korporacji rządzących Night City. Żeby zapisać się do takiej placówki nie wystarczy talent. Potrzebne jest też zasobne konto, bo jedynie dzięki niemu można opłacać wygórowane czesne. Matka Davida pracuje jako sanitariuszka, toteż pozostaje jej brać nadgodziny, byleby tylko syn miał szansę chodzić do Arasaka Academy, której ten jednakowoż nienawidzi. Jego stosunki z bachorami korporacyjnej wierchuszki są, delikatnie mówiąc, napięte. Na domiar złego chłopak często pakuje się w kłopoty, co zmusza jego zapracowaną rodzicielkę do nieprzyjemnych wizyt w dyrektorskim gabinecie.

Źródło: Netflix

Właśnie podczas powrotu z takiej rozmowy przydarza się wypadek, w którym matka Davida zostaje ciężko ranna, a krótko potem umiera. Zmuszony pokryć szpitalne rachunki Martinez z dnia na dzień popada w ogromne tarapaty finansowe. Zastrzyk gotówki mogłaby mu zapewnić sprzedaż pewnego wojskowego implantu znalezionego przypadkowo w domu. Ostatecznie, niezadowolony z oferowanych cen, rozgoryczony nastolatek postanawia wszczepić sobie tajemniczy sprzęt, który daje nadludzką szybkość. Z czasem nowe umiejętności chłopaka zostają zauważone przez wpływowe osoby. David dołącza do zespołu najemników, tytułowych edgerunnersów, żeby wykonywać skomplikowane, niebezpieczne zlecenia. Nowa „praca” pozwala dużo zarobić i zyskać szacunek w półświatku, lecz szybko ujawnia swoje mroczne oblicze.

Wielka przygoda w wielkim mieście

Należy podkreślić, że w Cyberpunk: Edgerunners brak jest postaci pozytywnych, co jak najbardziej odpowiada konwencji zepsutego, cierpiącego świata Ameryki lat siedemdziesiątych XXI wieku. Egzystencja w Night City to brutalna walka o przetrwanie. Za każdym rogiem czai się śmierć. Nic więc dziwnego, że mieszkając w takim podłym miejscu, trudno zachować własne człowieczeństwo, które może ucierpieć nie tylko na skutek nadmiernej ilości cybernetycznych wszczepów.

Źródło: Netflix

Cyberpunk: Edgerunners to kawał dobrej cyberpunkowej fabuły spokojnie dorównującej tej z serii Ghost in the Shell. Atmosfera „edgerunnersów” wydaje się jednakże nieco gęściejsza. Jest znacznie brutalniej, a czasem nawet bardzo krwawo. Nie zabrakło też scen kobiecej nagości. Mimo to twórcy uniknęli przesady, która spowodowałaby u dojrzałego widza zniesmaczenie. Mroczna historia dla dorosłych ani na moment nie zamienia się w epatującą siermiężną golizną, tanią opowiastkę dla nastolatków z buzującymi hormonami.

Trigger was nie striggeruje

W parze z wyborną fabułą idzie pierwszej klasy animacja. Ekipa ze studia Trigger zadbała nie tylko o nieszablonowe, leciutko karykaturalne, aczkolwiek narysowane z rzemieślniczą pieczołowitością postacie oraz powodujące u widza lekki przypływ adrenaliny, dynamiczne sceny walki, ale również o miejsce, w którym toczy się akcja. Night City w wizji Japończyków żyje własnym, niezależnym od poczynań bohaterów życiem. W żadnej chwili nie ma mowy o statycznych tłach. Poza tym pojawiło się sporo charakterystycznych, znanych z gry miejscówek, jak chociażby klub Afterlife. Grałem wcześniej w Cyberpunka 2077 i czuję się mile zaskoczony tak wiernym, a jednocześnie sprawnym przełożeniem widzianych w grze lokacji na język anime.

Źródło: Netflix

Po polsku, czyli tak przeciętnie

Niestety, mocno przeciętny polski dubbing to największa wada Cyberpunk: Edgerunners. Nie jest może beznadziejny, ale zdecydowanie nie dorównuje temu z gry. Najgorzej wypadła Zuzanna Galia jako Rebecca. Jej piskliwy, denerwujący głosik przywodzi na myśl najdurniejsze chrześcijańskie kreskówki rodem z Telewizji Trwam, nie pasując ani trochę do poważnej animacji dla dorosłych. Cieszy za to powrót Katarzyny Skolimowskiej w epizodycznej roli Wakako Onady. Niemniej miłośnicy oglądania anime „po bożemu” mogą od razu przełączyć na japońską wersję językową, ponieważ wiele nie stracą.

Kultowa kreskówka?

Cyberpunk: Edgerunners spełnił chyba wszystkie pokładane w nim nadzieje. To pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów Cyberpunka 2077 oraz miłośników anime, lecz dla wszystkich tych, którzy po prostu łakną wyśmienitego serialu. Módlmy się do bogów chromu, aby kolejne sezony trzymały równie wysoki poziom.

Źródło: Netflix

Moja książka Ziemia i skrzydła jest już dostępna w sprzedaży, a także za darmo w ofercie abonamentu Legimi.

Zachęcam również do zapoznania się z najnowszym, darmowym audiobookiem w uniwersum ZiS.

Zostaw komentarz

Wprowadź swój komentarz
Wprowadź swoje imię

Bardzo miły powrót do Night City – recenzja serialu „Cyberpunk: Edgerunners” (2022)Anime, czyli japońskie filmy rysunkowe utrzymane w charakterystycznej, nieco przerysowującej postacie oraz ich emocje stylistyce, cieszy się na szeroko pojętym Zachodzie niesłabnącą popularnością od przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. I chociaż sami Japończycy terminem „anime” określają wszystkie kreskówki bez względu na ich styl czy...