Horrorowy felieton #5 – „Wideodrom”

Davida Cronenberga doskonale znamy dzięki kultowemu filmowi Mucha (1986). Ten horror zdobył olbrzymią popularność, która niemal całkowicie przyćmiła inne, wcześniejsze o trzy lata, chociaż w momencie premiery równie kontrowersyjne dzieło tego kanadyjskiego reżysera.

Stan wojenny nie sprzyjał sprowadzaniu nad Wisłę zachodnich filmów, dlatego z Wideodromem (1983) Polacy mogli oficjalnie zapoznać się dopiero w latach dziewięćdziesiątych, w VHSowej erze nadrabiana popkulturowych zaległości. Niestety nawet wówczas ten powstały przed Muchą horror nie zebrał takiej widowni, na jaką niewątpliwie zasłużył. Wielka szkoda, ponieważ pod paroma względami jest od swojego młodszego brata znacznie bardziej innowacyjny, aby nie powiedzieć, że lepszy.

Telewizja jest rzeczywistością…

Zaczyna się niewinnie. Max Renn, dyrektor niszowej kanadyjskiej stacji telewizyjnej, szuka programów, które pozwoliłyby mu nieco urozmaicić dotychczasową ramówkę. Jeden z techników pokazuje mu piracki, prawdopodobnie zagraniczny kanał z filmami snuff, czyli materiałami będącymi audiowizualnym zapisem bardzo brutalnych tortur. Max wydaje się jednak zachwycony takim chorym seansem.

…a rzeczywistość to mniej niż telewizja

Zachwyt szybko przeradza się w niezdrową fascynację. Renn, którego myśli coraz bardziej ogarniają nagrania z sesji perwersyjnych tortur, pragnie poznać prawdę o tytułowym „Wideodromie”. Z czasem to pragnienie doprowadza go do szaleństwa.

Źródło: Filmweb

Umysł Maxa przestaje odróżniać świat rzeczywisty od telewizyjnej fikcji. Makabryczne wizje stają się realne, wywołując u młodego biznesmena nie tylko zaburzenia psychiczne, ale także popychając go do zbrodni. Całość kończy się tragicznym, depresyjnym finałem.

Krwawy program

Wideodrom nie bawi się w subtelności. Owszem, można zaliczyć go do gatunku horroru psychologicznego, lecz na dobrą sprawę to pełnokrwisty body horror, w którym znalazło się nie tylko klasyczne gore. Obraz przepełniony jest surrealistycznymi, na swój sposób pomysłowymi scenami pokroju ukazywania części ciała wychodzących z… telewizyjnego ekranu.

Źródło: Filmweb

Prace nad Wideodromem pozwoliły Cronenbergowi zdobyć doświadczenie, które bardzo przydało mu się przy kręceniu Muchy, ale właśnie ten późniejszy film wydaje się w całości skupiać na grotesce. Nie ma w nim już tak dziwacznej, okraszonej znakomitą muzyką atmosfery, o jaką zadbano, tworząc Wideodrom.

Wideodrom dziś

W dzisiejszych czasach obserwujemy zmierzch tradycyjnej telewizji. Przed odbiornikami gromadzą się głównie starsze osoby, a kablówka, jeszcze we wczesnych latach dwutysięcznych przedmiot pożądania tysięcy polskich rodzin, jest totalną, przepełnioną irytującymi reklamami niszą.

Źródło: Filmweb

Telewizja z pewnością nie jest już tak pociągającym medium, jakim była w momencie premiery Wideodromu – filmu, który można traktować również jako brutalną satyrę na przyklejone do ekranu, późnokapitalistyczne społeczeństwo konsumpcyjne, żądne coraz bardziej szokujących treści. Przesłanie dzieła Cronenberga nie zestarzało się jednak całkowicie. Telewizję po prostu zastąpił internet, czyli medium pożyteczne, aczkolwiek niepozbawione wad (na przykład zjawiska patostreamingu czy aspołecznych treści tworzonych przez „młodzieżowych” youtuberów). Zatem Wideodrom jest dziś bardziej aktualny, niż mogłoby się wydawać. Ba, nawet efekty specjalne trzymają niezły poziom. Szczerze polecam przekonać się na własne oczy.

Rocznica

W przyszłym roku będziemy obchodzili czterdziestolecie premiery Wideodromu. Może to dobry czas, aby pomyśleć o remaku? Albo o podobnym filmie, lecz osadzonym już we współczesnych internetowych realiach.


Moja książka Ziemia i skrzydła jest już dostępna w sprzedaży, a także za darmo w ofercie abonamentu Legimi.

1 KOMENTARZ

  1. Nie oglądałam nigdy tego filmu, zresztą średnio przepadam za horrorami, ale masz rację taki remake, w czasach internetu mógłby być czymś super fajnym!
    Pozdrawiam serdecznie!

Zostaw komentarz

Wprowadź swój komentarz
Wprowadź swoje imię