Horrorowy felieton #7 – „Matango” („Atak ludzi grzybów”)

O czym myśli przeciętny polski widz, usłyszawszy termin „japoński horror”? Do głowy z pewnością przychodzą mu takie tytuły jak Krąg (1998), Klątwa Ju-On (2002), Dark Water (2002) i może Nieodebrane połączenie (2003). Wszystkie te pozycje (z wyjątkiem Kręgu) powstały we wczesnych latach dwutysięcznych. Były to czasy, gdy japońskie kino grozy zyskało na świecie niemałą popularność. Nie oznacza to jednak, że Japończycy zaczęli kręcić horrory dopiero w 1998 roku.

Omawiany w tym felietonie film ma na karku już prawie sześćdziesiątkę. Oczywiście z wiadomych względów nad Wisłę trafił wiele lat po swojej światowej premierze. Na domiar złego ktoś postanowił obdarować go wymownym polskim tytułem Atak ludzi grzybów. Mógłbym poświecić dziesiątki słów na skomentowanie tej jakże „pomysłowej” nazwy, ale ograniczę się tylko do napisania, że jest durna, wprowadzająca w błąd (sugeruje, iż dzieło Ishirô Hondy należy do popularnego w Stanach Zjednoczonych w latach pięćdziesiątych gatunku monster movies, którego klasycznym przykładem jest chociażby Ziemia przeciw pająkowi), a przy tym totalnie nieśmieszna. Z tych powodów pozwolę sobie w dalszej części tekstu używać oryginalnego tytułu brzmiącego Matango.

Japońska psylocybina

Matango z pewnością nie można wpakować do szuflady pełnej banalnych filmideł o ataku potworów. To nawet nie klasyczny horror, ale gatunkowa mieszanka, w której, owszem, znalazła się groza, jednak ona wcale nie stanowi clou historii. Może to wydawać się dziwne, lecz Matango w znacznej mierze jest… filmem obyczajowym z elementami fantastycznonaukowymi. Dość niecodzienne, a przy tym ryzykowne połączenie, nieprawdaż? W tym przypadku ryzyko zdecydowanie się opłaciło.

Mun

Fabuła Matango pozornie jest bardzo horrorowa, a nawet ma w sobie coś ze slashera. Wszystko zaczyna się na małej żaglówce, którą płynie kilku znajomych. Sielankę przerywa burza. Na jej skutek jacht zostaje poważnie uszkodzony i może już tylko bezwładnie dryfować. Radio nie działa, więc nie ma jak wezwać pomocy. W obliczu szybko topniejących zapasów sytuacja wydaje się beznadziejna, lecz oto na horyzoncie pojawia się iskierka nadziei. Łódź dopływa do otoczonej mgłą wulkanicznej wyspy. Tam bohaterowie odnajdują nie tylko źródło czystej wody, ale też wrak statku, na którym prowadzono jakieś niepokojące badania.

Źródło: IMBD

Postaci w Matango nie da się zaliczyć do typowych slasherowych manekinów, których jedynym celem jest widowiskowa, bardzo krwawa śmierć. Wprawdzie nie powiedziałbym, że scenarzyści obdarzyli je jakimiś skomplikowanymi osobowościami, lecz każdy bohater ma w miarę dobrze nakreśloną przeszłość oraz charakter. Tragiczna sytuacja wymusiła współpracę między innymi znanego pisarza, profesora psychologii, a także prostego szypra. Ta współpraca z czasem jednak ulega skomplikowaniu.

Spotkanie oko w oko z przerażającym mutantem wbrew pozorom nie wystarczy, aby zażegnać narastające w grupie konflikty. W toku historii ujawniają się najgorsze ludzkie zachowania pokroju bezczelnej kradzieży części skromnych zapasów czy grożenia przemocą seksualną. Całość wieńczy mocny finał, który stanowi jeden z największych plusów Matango.

Shiitake

Pod pretekstem fantastycznonaukowego horroru Honda zaserwował nam nienachalną, ciekawą analizę działań ludzi w prawdziwych tarapatach. Widz przekonuje się, iż czasem gorszym potworem od jakiegoś grzybowego mutanta jest człowiek, który jeszcze tydzień wcześniej jawił się jako dobry przyjaciel.

Ujęta w Matango krytyka nie odnosi się wyłącznie do pozbawionych hamulców moralnych jednostek, które funkcjonują w małych grupach dotkniętych ostrym kryzysem. Zakończenie filmu subtelnie potępia pewne niekorzystne mechanizmy społeczne funkcjonujące przede wszystkim w skali makro. Nie zamierzam zdradzać szczegółów, ale uwierzcie mi, że przesłanie do dziś pozostaje aktualne.

Enoki

Pod względem wizualizacji elementów fantastycznonaukowych Matango zdecydowanie nie przeszło próby czasu. Przydałoby się stworzyć jego remake. Teoretycznie to dobry pomysł, lecz obawiam się, że mógłby to być już co najwyżej średnio udany slasher, który nie zaoferuje widzowi niczego ciekawego.


Moja książka Ziemia i skrzydła jest już dostępna w sprzedaży, a także za darmo w ofercie abonamentu Legimi.

 

Zostaw komentarz

Wprowadź swój komentarz
Wprowadź swoje imię