Horrorowy felieton #9 – Król Trupiogłowy

W dziewiątym horrorowym felietonie ponownie gości Clive Barker. O ile jego filmowy Hellraiser mocno wsiąkł w popkulturę i jest rozpoznawalny nawet wśród ludzi, którzy nie interesują się jakoś bardzo horrorem, tak cykl Księga krwi nie doczekał się w Polsce należytego docenienia.

Wydanie sześciu części Księgi krwi przypadło na niestabilny okres transformacyjnego początku lat dziewięćdziesiątych. Księgarnie zalała istna masa zachodnich horrorów, które nie miałyby szansy zostać wydane w PRL, ponieważ władza nie życzyła sobie brutalnych i pornograficznych treści, co zapewne podobało się zblatowanemu z nią Kościołowi rzymskokatolickiemu. Barker zatem trochę zginął w tłumie.

Bajzel i brutalność całe te…

Ponadto Księdze krwi z pewnością nie pomogło utrudniające promocję zamieszanie licencyjne, ponieważ prawa do pierwszych trzech tomów uzyskało nieistniejące już wydawnictwo Phantom Press, a części od czwartej do szóstej przypadły Rebisowi. Obecnie licencją może pochwalić się MAG. Właśnie ta oficyna opublikowała w 2021 roku zbiorcze wydanie, które jednakowoż obejmuje tylko połowę cyklu.

Zbiorcze wydanie od MAGa
Źródło: Księgarnia Kawka i Spółka

W Księdze krwi mamy spory wybór niepowiązanych ze sobą fabularnie opowiadań i minipowieści. Wszystkie utwory zawierają jednak elementy turpizmu, wulgarny język oraz drastyczną przemoc. Barker raczej nie gustuje w subtelnym horrorze psychologicznym. Jest bardzo dosłowny i czasem nie waha się, jakby to ujęli katolicy, „obrazić uczuć religijnych”.

Krwawy Clive

O twórczości Barkera mogę długo pisać. Bardzo cenię tego pisarza i nawet upamiętniłem go we własnej twórczości, nadając pewnej postaci w Ziemi i skrzydłach jego imię. Sama Księga krwi to zresztą nader obszerny temat. Właśnie z tego powodu postanowiłem wybrać jeden znajdujący się w tej serii utwór, który posłuży mi za przykład do zobrazowania czytelnikom, czym właściwie jest ten Barkerowski horror. Początkowo myślałem o Synu celuloidu, ale ostatecznie doszedłem do wniosku, że moje ulubione opowiadanie z cyklu Księgi krwi jest zbyt zakręcone i przez to może zniechęcić ludzi, którzy nigdy nie mieli do czynienia z prozą Barkera. Koniec końców, po dłuższym namyśle, postanowiłem napisać o Trupiogłowym królu (tytuł z tłumaczenia wydawnictwa MAG). Nie jest to co prawda najmocniejszy tekst, jaki pochodzący z Liverpoolu autor ma do zaoferowania w swojej sztandarowej serii grozy, lecz mimo to zawiera całkiem krwawą historię osadzoną, co warto podkreślić, nie w jakichś ciemnych tunelach wielkiego miasta, ale na angielskiej prowincji.

Wiejski horrorek

Zeal to spokojna mieścina, leżąca mniej więcej siedemdziesiąt kilometrów na południowy wschód od Londynu. W okolicy nie brakuje sadów i pól uprawnych, a rodowici mieszkańcy oraz coraz liczniej przybywający do miasteczka turyści codziennie spotykają się przy piwku w urokliwej gospodzie w jednym z zabytkowych domów przy ciasnej ulicy głównej. Życie w Zeal jest bezpieczne, policja nieczęsto musi interweniować. Sielanka jednak kończy się w momencie, gdy pewien rolnik z wielkim trudem usuwa zalegający od lat na jego polu głaz. To budzi spoczywającą pod nim bestię – większego od nawet najbardziej postawnych mężczyzn, silnego potwora. Niegdyś już go pokonano, więc powołany ponownie do życia czuje nie tylko głód ludzkiego mięsa, ale także pragnienie zemsty.

Źródło: Imbd

W Zeal zaczyna się koszmar. Przebudzony Trupiogłowy grasuje nieopodal wioski, mordując tubylców. Policja jest bezradna i przypisuje zabójstwa jakiemuś psychopacie. Z czasem jeden z jej prominentnych funkcjonariuszy sam pada ofiarą monstrum. Podobnie jak proboszcz lokalnej parafii, ponieważ Trupiogłowy nie boi się zaatakować nawet kościoła. Wplatając do fabuły takie wydarzenie, Barker, człowiek z pewnością „nieboży”, pozwolił sobie na parę bluźnierczych wątków jak na przykład scena szczania na opętanego księdza. Zresztą w finale potwór zostaje pokonany dzięki symbolowi pogańskiemu, a nie chrześcijańskiemu.

Źródło: Imbd

Fabuła może nie brzmi ambitnie, ale uwierzcie mi, iż całość jest tak sprawnie napisana, że trudno się oderwać. Czytelnik chce cały czas śledzić wydarzenia w Zeal, które szybko pogrąża się w chaosie. Być może uroku dodaje tekstowi efekt wyraźnego kontrastu. Opuszczając zatłoczone miasto, aby wybrać się na spokojną wieś, raczej nie spodziewamy się na niej ujrzeć rzezi dokonywanej przez dziką bestię z piekła rodem. Jeśli jednak ktoś pragnąłby czegoś takiego, to Barker z nawiązką spełnia jego marzenie, chociaż oczywiście w sposób literacki.

Największy zbrodniarz wojenny

O ile samo opowiadanie gorąco polecam, tak niełatwo mi to zrobić w przypadku jego nakręconej w 1986 roku ekranizacji, którą wyreżyserował George Pavlou. Owszem, jest ona wierna materiałowi źródłowemu (w końcu scenariusz napisał sam Barker), lecz jednocześnie tak tandetna, że aż bolą zęby. Wprawdzie Król Trupiogłowy wydaje się wpisywać w stylistykę popularnego w latach osiemdziesiątych horrorowego kina klasy B, czyli jest obrazem tanim, a zatrudnieni aktorzy niezbyt potrafią grać, to jednak we znaki daje się pewna rzecz, która go dyskwalifikuje. Oto ona.

Źródło: Coolidge.org

Kogo wam przypomina filmowy antagonista? Mnie Cowieka Maupę ze słynnej pasty. Za każdym razem, gdy oglądam scenę z Trupiogłowym, to po prostu wybucham śmiechem, ponieważ w głowie słyszę teksty typu „kraaaa, kraaaa” albo „skurwysynie, zostaw mnie”. Przez to nie czuję absolutnie żadnego klimatu. Pozostaje mi chyba tylko czekać na ewentualny remake, aczkolwiek nic nie wskazuje, aby miał w najbliższym czasie powstać.

Cowiek Maupa w sosie bawarskim

Na zakończenie mała ciekawostka. Otóż Król Trupiogłowy, film marny, niszowy oraz na pewno nieprzeznaczony dla dzieci, doczekał się w Niemczech dubbingu. Najwyraźniej dystrybutor nie narzekał na brak pieniędzy, skoro postanowił wykosztować się na coś tak zbędnego.


Moja książka Ziemia i skrzydła jest już dostępna w sprzedaży, a także za darmo w ofercie abonamentu Legimi.

Zachęcam również do zapoznania się z najnowszym, darmowym audiobookiem w uniwersum ZiS.

Zostaw komentarz

Wprowadź swój komentarz
Wprowadź swoje imię