Obyczajowe/romanse

Młodzieżowe

Fantastyka

Kryminał/Thriller

Literatura piękna

Patronaty

- Reklama -
Ten wpis znajduje się w kategorii:

Kremówki z papają | Jan Paweł II – felieton

To już czterdzieści dwa lata od chwili, gdy po Placu Świętego Piotra rozniósł się biały, gęsty i zapewne bardzo rakotwórczy dym. Moment później na balkon wyszedł starszy koleżka w okularach oraz czerwonym bireciku, po czym zaczął nawijać „anuncjo wobis” czy tam inne „gaudium manium”. Świat wstrzymał na moment oddech. Wreszcie padło kultowe „habemus papam, kardinalen Wojtila”. Tyle wystarczyło, aby w Polsce rozległ się okrzyk bezkrytycznej radości trwający aż do śmierci opiewanego nim człowieka. Niestety podczas przeszło dwudziestosześcioletniego pontyfikatu wadowiczanina nie zabrakło również setek tysięcy jęków rozpaczy.

Jan Paweł II – felieton

Znowu zły ateista bez rozumu i godności człowieka szkaluje Ojca Narodów! Oskarżyć bezbożnika z artykułu 196 Kodeksu Karnego, zamknąć w więzieniu, a potem jeszcze opisać na Fidei Defensor czy innym Ordo Iuris! Bo jak ktokolwiek śmie krytykować Polaka tak wielkiego, że jacyś tam Gombrowicze, Marie Skłodowskie-Curie albo Róże Luksemburg wręcz przestają przy nim istnieć?!

Na szczęście czasy, gdy jakiekolwiek niepochlebne słowo o Karolu Wojtyle oznaczało niemal pewną wizytę w sądzie, już dobiegły końca. Oburzają się (albo przynajmniej nie kryją ze swoim świętym oburzeniem) tylko najwięksi bigoci. To oznacza, iż jako naród zrobiliśmy krok naprzód. Warto jednak pamiętać o mrocznych latach, gdy jedynymi ośrodkami propagującymi krytyczną myśl wobec JP2 były antyklerykalne tygodniki – satyryczny NIE oraz szczególnie zasłużony w tropieniu kościelnych afer pedofilskich Fakty i Mity.

Ojciec Narodów

Rok 2005. Chodzę do czwartej klasy. Wojtyłę widzę w telewizorze średnio co kilka dni. Facet znaczy dla mnie dokładnie tyle, ile dla mojej matki znaczył Leonid Breżniew. Ot żaden autorytet. Po prostu człowiek z innej epoki, którego czas dobiega końca. Dawno byłem po pierwszej (i jednocześnie ostatniej) komunii, więc nie musiałem już uczęszczać do kościoła. Pozostało mi użerać się jeszcze przez parę lat ze szkolną „katechezą”. Nawet na rekolekcje nie chodziłem. Popularne w moim dosyć zdewociałym mieście oazy, pielgrzymki czy jakieś inne spotkania rzymskokatolickiej młodzieży były dla mnie odległym światem.

2 kwietnia, słynna godzina 21:37. Czy czułem smutek z powodu śmierci JP2? Absolutnie żadnego. W poniedziałek, w szkole (nie dano nam niestety wolnego, nad czym wówczas ubolewałem) odbył się uroczysty apel, po tygodniu zaciągnięto nas na jakieś lipne przedstawienie na pobliskiej plebanii, a w szkolnym holu stanęła wielka tablica poświęcona Wielkiemu Herosowi Cnót Wszelakich.

Mnie to nie obeszło. Miałem do Wojtyły stosunek całkowicie obojętny. Czy słusznie? Nie. Przekonałem się o tym dopiero po kilkunastu latach, gdy trochę podrosłem i przeczytałem to, co powinienem. Porządnemu człowiekowi nie wolno przechodzić obok grzechów wojtylizmu obojętnie. Jan Paweł II może i był (z klerykalnej perspektywy) wielkim papieżem, bo opóźnił w czasie laicyzację w niektórych krajach, ale z pewnością nie można go określić mianem wielkiego człowieka.

Człowiek z kremówek

Tymczasem kult jednostki rozwijał się w zastraszającym tempie. Portrety Ojca Narodów zawisły wszędzie, gdzie się dało, nieudane pomniki zeszpeciły nasze ulice, a kiczowate produkty zapełniły odpustowe stragany. Zewsząd ludzi atakowały kremówki. Z cukierni, ze szkoły, z telewizji! Słodziuteńkie kremóweczki!

Niestety od nadmiaru słodyczy można dostać mdłości. Tak się stało po 2009 roku, gdy młode pokolenie zaczęło wymiotować wciskanym mu na siłę wojtylizmem. Powstały cenzopapy, czyli fotomontaże, piosenki, filmiki oraz karykatury. Wszystkie te memy miały za zadanie wyśmiać Wojtyłę, uderzyć w jego nieznośny już kult i przede wszystkim wywołać wściekłość wszelkiej maści bigotów. Ludzi, którzy najprawdopodobniej nigdy w życiu nie pojmą, iż ich ukochany Jan Paweł II wcale nie był wielkim człowiekiem. Bo czyż można takim mianem określić kogoś całkowicie obojętnego na los molestowanych dzieci?

Tylko nie mów Polakom o ojcu Degollado!

Na pontyfikat Wojtyły przypada eksplozja afer pedofilskich. Największe z nich, w Stanach Zjednoczonych i Irlandii, dokonały ogromnego spustoszenia w Kościele, nie tylko drastycznie przyspieszając laicyzację społeczeństwa, lecz również powodując bankructwo niektórych diecezji. Orzeczone przez amerykańskie sądy odszkodowania dla ofiar księży nie należały przecież do najniższych.

Czy Jan Paweł II starał się temu zaradzić? Oczywiście. Jego strategią było stare dobre ukrywanie sprawców. Poza tym w umyśle naszego wadowiczanina pewnie nie istniała żadna kościelna pedofilia. Najwyżej był to wymysł jakichś głupich komuchów. Ej, wiesz co, Stasiu? Może złagodzę kanoniczne konsekwencje za coś, czego nie ma? Tak się stało w 1983 roku, gdy Wojtyła obniżył kościelne kary grożące księżom molestującym dzieci.

Za symbol nieczułości Jana Pawła II na krzywdę ofiar dewiantów w sutannach uchodziła jego ostentacyjna przyjaźń z meksykańskim księdzem, założycielem Legionu Chrystusa, Marcialem Macielem Degollado. Był to seryjny pedofil gwałcący również własne dzieci. Nawet gdy zbrodnie Maciela zaczęły powoli wychodzić na światło dzienne, Wojtyła nie zerwał tej mało chwalebnej znajomości.

Papa, Pinochet i sandiniści

W 1987 roku Jan Paweł II odbył pielgrzymkę do Chile. Przebiegła w świetnej atmosferze. Wojtyła nawet słowem nie zająknął się o tysiącach ofiar, jakie na sumieniu miała terroryzująca ten kraj od czternastu lat prawacka junta generała Augusto Pinocheta. Znacznie ciekawiej wypadła „podróż apostolska” do Nikaragui w 1983. Wówczas papa nie był taki spolegliwy i jeszcze na lotnisku urządził awanturę ministrowi kultury, księdzu Ernesto Cardenalowi.

Cóż takiego przeskrobał padre Cardenal? Otóż miał czelność należeć do Frente Sandinista de Liberación Nacional (FSNL), czyli partii sandinistów – nikaraguańskich rewolucjonistów, którzy starali się połączyć postępowe, lewicowe idee z chrześcijaństwem, a konkretniej z teologią wyzwolenia.

Teologia wyzwolenia to zbiorcze określenie na dość specyficzne, charakterystyczne dla Ameryki Południowej nurty katolicyzmu. Ich wspólnymi cechami są idea „ubogiego” Kościoła działającego wśród biednych, zdecydowane wzmocnienie pozycji laikatu, a czasem również bardziej postępowe podejście do kwestii praw kobiet i mniejszości seksualnych.

Według teologii wyzwolenia duchowni powinni żyć na podobnym poziomie co większość wiernych. Ci ostatni wiedli w południowoamerykańskich krajach zwykle nędzny żywot. Niektóre odłamy teologii wyzwolenia ulegały zatem radykalizacji. Pojawili się księża nawołujący do walki o ziemię i wolność albo nawet osobiście walczący z karabinem w lewicowej partyzantce. Wizerunek Chrystusa Króla musiał ustąpić raczej nieznanemu Polakom wizerunkowi Chrystusa Rewolucjonisty.

I być może dlatego Wojtyła tak nienawidził teologii wyzwolenia. Postrzegał ją jako coś obcego, zagrażającego jego ukochanemu Kościołowi opływającemu w pieniądze, luksusy, ale przede wszystkim we władzę i zaszczyty. Kościołowi reprezentowanemu przez takich osobników jak prałat Henryk Jankowski albo arcybiskup Sławoj Leszek Głódź. Kościołowi, który dyskryminuje, potępia, wpędza ludzi w problemy psychiczne. Taki miał stać się ideał tej instytucji według Jana Pawła II. Nie było w niej miejsca na teologię wyzwolenia, której rozwój na europejskim gruncie został skutecznie zatrzymany. Zwłaszcza w Polsce, gdzie od dekad niepodzielnie panuje wyszyńskizm-wojtylizm.

Odbrązowiony, pokryty żółcią

Obecnie kult Wojtyły ulega powolnemu rozkładowi, o czym świadczy tragiczny, stworzony przez Jerzego Kalinę pomnik, który postawiono pod Muzeum Narodowym w Warszawie. Papa-Obelix ciska wielkim głazem w czerwoną wodę. To przaśna, bardzo słaba polemika z rzeźbą Maurizio Cattelana. W taki oto sposób kult JP2 ośmieszają już nawet osoby, których zamiarem jest papieża-Polaka upamiętnić.

W przyszłym roku będzie miał premierę kolejny film dokumentalny braci Sekielskich. Według zapowiedzi skupi się on na roli, jaką odegrał Karol Wojtyła w tuszowaniu kościelnej pedofilii. Być może ten dokument zapoczątkuje spóźnioną o dobrych kilka lat dewojtylizację.


Przeczytaj recenzje książek

- Reklama -
- Reklama -

Artykuły z tej kategorii

Zostaw komentarz

Wprowadź swój komentarz
Wprowadź swoje imię