„Córka innej matki” – recenzja serialu Netfliksa

Nikt nie chciałaby dowiedzieć się, że dziecko, które wychowuje, nie jest jego. Taka sytuacja spotyka dwie bardzo różne od siebie kobiety. Ich odnalezienie się w niespodziewanej sytuacji opisuje nowy serial Netfliksa – Córka innej matki. Pomysł bardzo mi się spodobał i byłam ciekawa, jak bohaterki poradzą sobie z zamianą. Czy produkcja okazała się warta obejrzenia?

(Poniższa recenzja serialu Córka innej matki może zawierać śladowe ilości spojlerów.)

Poznajcie Marianę i Anę

Główne bohaterki – Mariana i Ana – pochodzą z dwóch innych światów. Jedyne co mają wspólnego przy pierwszym spotkaniu, to termin porodu. Kobiety nie przypadają sobie do gustu. Różni je prawie wszystko: wiek, stan konta, pomysł na wychowanie córek czy sposób ubierania.

Mariana to dwudziestodwuletnia studentka. Ojciec dziecka zostawił ją, a ona związała się z najlepszą przyjaciółką. Jednak ciąża to nie najlepszy czas na odkrywanie swojej orientacji seksualnej, o czym obie kobiety przekonują się dosyć szybko. Ale o tym później. Mariana nie może doczekać się narodzin córeczki. Przygotowywała się do tego przez ostatnie kilka miesięcy, a nawet rozpoczęła prace nad aplikacją, która pozwoli przyszłym mamom zdobyć niezbędną wiedzę. Kiedy nadchodzi długo wyczekiwany moment, kobieta szykuje się do porodu w domu. Niestety brak obecności babci, mającej przyjąć na świat prawnuczkę, zmusza Marianę do udania się do szpitala.

Natomiast Ana pochodzi z innego świata. Jest matką dwójki dzieci, a obecna ciąża jest wpadką. W jej domu panują ściśle określone zasady i wszystko jest przygotowane na idealne wychowanie nowego dziecka. Kobietę można niewątpliwie nazwać pracoholiczką, co udowadnia okłamując męża, iż do narodzin córki będzie na urlopie. Moment porodu okazuje się zaskoczeniem, ponieważ następuje w trakcie służbowego spotkania, z daleka od domu i zarezerwowanej sali w szpitalu. W ten sposób trafia do najbliższej placówki, która znacznie odbiega od jej standardów.

Rozpoczęcie ich znajomości nie należy do najprzyjemniejszych, a już na pewno nie zwiastuje wielkiej przyjaźni. Jednak życie lubi płatać figle i niedługo potem ich drogi krzyżują się ponownie, choć w niekoniecznie przyjemnych okolicznościach.

"Córka innej matki" - recenzja serialu Netflixa
fot. Netflix

Jedna wielka rodzina

To, czego zabrakło mi najbardziej,to brak rozbudowania historii postaci drugoplanowych. Każde ich działanie jest ściśle związane z Marianą lub Aną, co pozbawia ich niezależności. Poznajemy jedynie szczegóły, niezbędne do zrozumienia rozterek głównych bohaterek, a czasem pojawiają się sceny nie wnoszące zbyt wiele do fabuły serialu. Najlepszym przykładem są postacie Pablo i Eleny.

Mężczyzna to były chłopak Mariany i ojciec ich dziecka. Oprócz tego wiemy, że mieszka z czterema kumplami, okazyjnie pali trawkę i zarabia zajmując się social mediami. Niestety, na tym koniec jego niezależności. Kiedy postanawia odzyskać dziewczynę i stworzyć prawdziwą rodzinę, wszystko skupia się na niej. Szuka mieszkania, pomaga jej przy córce oraz przy tworzeniu aplikacji i większość czasu spędza w domu Any.

Z Eleną sytuacja wygląda podobnie. Na początku serialu wszystko wskazuje na to, że jest dziewczyną Mariany. Jak się później okazuje, wcale nie były w związku, a to łamie kobiecie serce. Jest zamknięta w friendzonie, co powstrzymuje ją przed zaangażowaniem się w nowy związek. Poza tym Elena śpiewa w zespole i nie przepada za Pablo, zresztą, z wzajemnością.

Jak to się stało?

O przyczynie zamiany dzieci dowiadujemy się już ze zwiastuna. Na czas kąpieli jedna z pielęgniarek zdjęła dziewczynkom opaski z nazwiskami. Oczywiście zapomniała, która z dziewczynek to która i pechowo założyła plakietki odwrotnie. Było to proste rozwiązanie, któremu nie trzeba było poświęcać dużo czasu.

Mariana i Ana dowiadują się o zamianie po czterech miesiącach od nieszczęśliwej pomyłki.  Dla dobra dzieci i ich rodzin, szpital zaleca wymianę. Jednak żadna z kobiet nie wyobraża sobie tego. Wychowywały dziewczynki na własny sposób, kochając je ponad wszystko. Teraz okazuje się, że muszą rozstać się z ukochanym maluszkiem, bo to nie ich dziecko. Nawet nie potrafię wyobrazić sobie, jak bardzo bolesne musi to być dla matki. Te kilka scen, w których obserwujemy pożegnania kobiet ze swoimi dziećmi, niesamowicie mnie wzruszyło. Myślę, że był to jeden z najlepszych momentów serialu. Nie tylko zapada on w pamięć, ale także aktorzy świetnie się spisali, odzwierciedlając uczucia bohaterów. Za to należą się wielkie oklaski.

"Córka innej matki" - recenzja serialu Netflixa
fot. Netflix

Idealne rozwiązanie!

Jednak na zamianie dzieci opowieść się nie kończy. Ponieważ maluchy są przyzwyczajone do innego otoczenia oraz znajdują się w różnych fazach rozwoju, także ich matkom trudno jest się przestawić. Dlatego też postanawiają razem zamieszkać. To dosyć ekstremalne rozwiązanie, ale według mam najlepsze. Zresztą to tylko tymczasowe, prawda?

Decyzja podjęta przez Marianę i Anę to duże zaskoczenie dla ich rodzin. Ich życia z dnia na dzień łączą się, a to niekoniecznie pozytywnie wpłynie na przyszłość. Tajemnice z przeszłości zostają zagrożone, dotychczasowe pewniki się chwieją i tak naprawdę nikt nie jest ze sobą szczery.

Miłość

Dużym plusem serialu jest przedstawienie wielu rodzajów miłości. Niestety, najważniejszy z nich, czyli uczcie między matką i dzieckiem, zaniedbano. Z czasem spada na dalszy plan, a priorytetowe stają się relacje między dorosłymi. To oczywiście zrozumiałe, ponieważ bez rozterek sercowych bohaterów byłoby nudno. Pojawia się zdrada małżeńska, pierwsza miłość, pomyłki, zranienia, friendzone i oczywiście nie zabrakło homoseksualizmu.

Najbardziej zagubioną w swoich uczuciach jest Mariana, która nie potrafi określić swojej orientacji oraz obiektu westchnień. Miota się między Pablo i Eleną, przy okazji próbując nawiązać zdrową relację z rodzicami. Jej brak zdecydowania staje się irytujący, a to negatywnie wpływa na jej postać.

Czyli… Warto?

Serial ogląda się przyjemnie. Każdemu odcinkowi towarzyszy humor, wprowadzający lekkość. Córka innej matki nie zapisał się w mojej czołówce, ale z pewnością będę czekać na drugi sezon, chociażby po to, by poznać odpowiedz na pozostawione w ostatnich minutach pytania.

Zabrakło mi rozwinięcia niektórych treści, część wątków porzucono i nie wrócono do nich lub wspomniano tylko po to, aby je zakończyć. Ponadto główny problem zaniedbano i odsunięto z pierwszego planu. A chociaż wciąż był obecny, nie odgrywał znaczącej roli, tak jak wynikało to ze zwiastuna.

Nie mniej jednak serial jest świetną opcją na kilka miłych wieczorów. Ciepłe postacie, ciekawa tematyka, barwne otoczenie i dobrze dobrana muzyka wprowadzają w pozytywny nastrój, zapadając w pamięci. Piosenka z ostatniego odcinka towarzyszy mi nawet przy pisaniu tej recenzji!

Dlatego, jeśli szukasz niezobowiązującego serialu, który pozwoli zabić trochę czasu, to Córka innej matki będzie idealną pozycją!


A jeśli masz ochotę na coś w brytyjskim klimacie, to zajrzyj do Bridgertonów!

Dominika Przybyłek
Dominika Przybyłek
Podchodzę do życia z uśmiechem na twarzy i radością w sercu. Nie jest to trudne, gdy robi się to, co się kocha. Uwielbiam czytać, pisać, tworzyć grafiki i angażować się w nowe projekty!

Zostaw komentarz

Wprowadź swój komentarz
Wprowadź swoje imię

"Córka innej matki" – recenzja serialu NetfliksaNikt nie chciałaby dowiedzieć się, że dziecko, które wychowuje, nie jest jego. Taka sytuacja spotyka dwie bardzo różne od siebie kobiety. Ich odnalezienie się w niespodziewanej sytuacji opisuje nowy serial Netfliksa – Córka innej matki. Pomysł bardzo mi się spodobał i byłam ciekawa, jak bohaterki...