Na Trygława i Swaroga! To jest świetne! – recenzja serialu „Kajko i Kokosz”

- Reklama -

Skandal! Lewacki Netflix znowu miesza w głowach! Czemu do kreskówki dla dzieci, i to z akcją osadzoną we wspaniałych lechicko-słowiańskich czasach, wrzucono tyle homopropagandy?! Jakim prawem dwóch facetów mieszka ze sobą bez żadnych kobiet?! Zakażcie swoim dzieciom to oglądać! Ślijcie petycje do Ordo Iuris, Dariusza Mateckiego oraz ministra Czarnka! Bóg, honor, ojczyzna! Zakaz pe…

Właśnie tak zapewne wyglądała reakcja niejednego internetowego „patrioty” na najnowszą produkcję Netfliksa. Oczywiście można takim osobom tłumaczyć, że pierwsze przygody Kajka i Kokosza ukazały się już w latach siedemdziesiątych, ale jakakolwiek polemika z gimboantykomuną oznacza wysłuchanie pod swoim adresem inwektyw typu „modernistyczne, tęczowe lewactwo”.

Kadr z serialu „Kajko i Kokosz”

Woje Christy

Odłóżmy żarty na bok. Skąd się wzięli Kajko i Kokosz – zabawna para słowiańskich wojów, których ludzie niemających zielonego pojęcia o tym, czym jest inspiracja, nazywają „plagiatem Asterixa i Obelixa”?

Po raz pierwszy ci staropolscy bohaterowie pojawili się na łamach „Wieczoru Wybrzeża” w 1972 roku. Warto jednak zaznaczyć, że pierwowzór Kajka, marynarza Kajtka, rysownik Janusz Christa stworzył jeszcze w latach pięćdziesiątych. Zadebiutował rok przed Asterixem, którego najwcześniejsze przygody ukazały się w 1959, w magazynie „Pilote”.

Przygasłe gwiazdy popkultury?

Kajko i Kokosz podbili komiksową scenę PRLu, stając się, obok Tytusa, Romka i A’Tomka, jednymi z najpopularniejszych bohaterów ówczesnej polskiej popkultury. Do 1990 roku regularnie wychodziły albumy z ich przygodami i chociaż najlepsze czasy wojów kasztelana Mirmiła dobiegły końca wraz z nastaniem III Rzeczpospolitej, to w „nowej” Polsce doczekali się licznych reedycji oraz adaptacji.

Growi Kajko i Kokosz

W 1994 roku na podstawie albumu Kajko i Kokosz w Krainie Borostworów stworzono niewielką przygodówkę. Początkowo ukazała się na Amidze, ale już rok później swoją wersję otrzymały komputery osobiste. Egranizację, mimo małego budżetu, uznano za całkiem przyjemną. Niestety na następne gry z Kajkiem i Kokoszem trzeba było poczekać przeszło dekadę.

Wydane przez Play dwie komputerowe adaptacje z lat 2005–2006 okazały się kpiną. Najgorszym growopodobnym syfem z obszczanego kiosku. Utraconego wówczas zaufania graczy nie odzyskała kolejna, wypuszczona na rynek w 2011 roku przygodówka Kajko i Kokosz Twierdza Czarnoksiężnika. Była zbyt prosta, wyraźnie skierowana do najmłodszych.

Źródło: Netflix

Kajko, Kokosz i kinematografia

Jeszcze mniej szczęścia niż w grach Kajko i Kokosz mieli w kinematografii. Co prawda przez lata słyszało się plotki o pełnometrażowym filmie animowanym, adaptacji aktorskiej à la Asterix i Obelix – Misja Kleopatra oraz serialu, lecz ostatecznie światło dzienne ujrzał zaledwie jeden projekt.

W 2005 roku do kin wszedł stworzony przez studio Virtual Magic film pod tytułem Kajko i Kokosz. Była to krótkometrażówka zrealizowana w wyjątkowo odrażającym 3D. Główni bohaterowie ledwie przypominali tych znanych z kart komiksów. Na domiar złego stanowili jedyne postacie pochodzące z materiału źródłowego. Reszta się nie pojawia, lecz myliłby się ten, kto sądziłby, iż to wyłącznie sprawka mikrego budżetu. Twórcy wygospodarowali pieniądze na wprowadzenie do fabuły… gadających karaluchów.

Czemu to miało służyć? Najwyraźniej „filmowcy” nie mieli żadnych sensownych pomysłów. Świadczą o tym również nędzne dialogi oraz jeszcze gorsze, wyjątkowo obleśne żarty oparte na pierdzeniu, rzyganiu i aluzjach do erekcji. Bardzo familijne kino.

Virtual Magic odgrażało się, że stworzy jeszcze film pełnometrażowy. Na szczęście nigdy do tego nie doszło. Mimo to Kajko i Kokosz zostali skazani na prawie szesnaście lat kinematograficznego niebytu.

Na plasterki!

Z ogromnym zaskoczeniem obejrzałem zwiastun animowanego serialu Netfliksa. Od początku na korzyść adaptacji przemawiał jednak fakt, że jednym z jej twórców jest Sławomir Kiełbus. Właśnie spod jego ręki od 2016 roku wychodzą kolejne zeszyty z Kajkiem i Kokoszem.

Trailer dobitnie pokazał, iż nawiązanie współpracy z Kiełbusem było strzałem w dziesiątkę. Postacie wyglądają świetnie i mimo że nie obyło się bez pewnych, na szczęście drobnych uproszczeń, to zachowano w nich sporo z ducha tych oryginalnych, narysowanych przez Christę. O stronę wizualną byłem zatem spokojny. Czy inne aspekty netfliksowej ekranizacji okazały się równie dobre?

Lelum polelum

Napiszę wprost: serialowi Kajko i Kokosz w moich oczach odnieśli miażdżący sukces. To nie tylko bardzo porządna animacja, ale również dubbing. Nie zabrakło w nim profesjonalistów (Jarosław Boberek, Anna Apostolakis, Jacek Kopczyński). Jednocześnie pozwolono zadebiutować Abelardowi Gizie, który pokazał się z naprawdę dobrej strony, podkładając głos zbójcerzowi Ofermie.

Kadr z serialu „Kajko i Kokosz”

Czym jednakowoż byłby serial bez dobrej fabuły? Pod tym względem Kajkowi i Kokoszowi nie można niczego zarzucić. Twórcy wprawdzie nie stworzyli dokładnej ekranizacji któregokolwiek z albumów, lecz zamiast tego powstały pozornie nowe historie, które jednak wypełnia masa oryginalnych wątków. Fani twórczości Christy od razu rozpoznają sceny żywcem wyjęte z komiksów, jak choćby perypetie z magiczną fujarką Łamignata. Naturalnie nie zabrakło kultowych tekstów pokroju „na plasterki” albo „posadź orchidee na moim grobie”.

Lojalnie uprzedzam, iż tak dużo uwagi poświęcono ciekawemu, pełnemu barwnych drugoplanowych postaci uniwersum, że tytułowi bohaterowie nie otrzymali wystarczającej ilości należnego im czasu antenowego. Dla mnie nie jest to duży problem, lecz jeżeli ktoś spodziewał się skupionej na naszych wojach opowieści drogi, podobnej do tej z zeszytu Kajko i Kokosz na wczasach, to będzie musiał poczekać na następne odcinki. Na razie wszystkie wydarzenia mają miejsce w okolicy Mirmiłowa.

Kajko i Kokosz w Krainie Cenzo

Wreszcie dostaliśmy znakomitą adaptację komiksu, która powinna była ukazać się już dawno temu. Oczywiście nie wszyscy są zadowoleni. Na portalu Filmweb przeczytałem opinię, jakoby netfliksowi Kajko i Kokosz byli kreskówką stworzoną z przesadną ostrożnością wobec oryginału. Ciężko mi zrozumieć, czego tak naprawdę wymaga narzekający. Tego, aby unowocześnić treść, zapychając ją żartami o memach? Wprawdzie w serialu nie zabrakło odniesień do popkultury, ale są nienachalne. Co jak co, lecz w uniwersum Kajka i Kokosza raczej nie wyobrażam sobie żartów o „bestii z Wadowic”.

Nie czekajcie! Odpalajcie!

Obejrzeć? Koniecznie i bezapelacyjnie! Sam z niecierpliwością czekam na więcej odcinków i mam cichą nadzieję, że Tytus, Romek i A’Tomek doczekają się kiedyś podobnej serialowej adaptacji.


Kajko i Kokosz to nie jedyna atrakcja na Netflixie. Wkrótce zobaczymy doskonale zapowiadający się serial Cień i kość.

ZOBACZ TAKŻE

1 KOMENTARZ

  1. Z tym serialem to jest w ogóle ciekawie. Pierwszy odcinek miał chyba wystawić na próbę cierpliwość widzów, bo przyznam ze oglądało się to na początku ciężko. Ale nie jest tak źle.
    Przy okazji zapraszam do siebie, gdzie piszę dosyć obszerne recenzje każdego albumu z serii „Kajko i Kokosz”. Pozdrowienia.
    Myśliwstwo w Norwegii można określić mianem „stan umysłu”. Trzeba zobaczyć, by uwierzyć. Swoją drogą to dziwne uczucie patrzeć na cżłowieka, który na codzień jest grzeczny, miły, po prostu „hygge”, a w sezonie łowieckim w jego oczach rozpala się szaleństwo. N

Zostaw komentarz

Wprowadź swój komentarz
Wprowadź swoje imię

„Szpital New Amsterdam” – pacjent zawsze na pierwszym miejscu!

W ostatnim czasie Netflix zaskakuje nas licznymi nowościami. Kolejnym serialem dodanym na platformę jest Szpital New Amsterdam – dramat medyczny na podstawie książki Erica Manheimera....

„Imiona śmierci” – niezapomniana podróż przez Kraj Kwitnącej Wiśni

Książka Imiona śmierci, autorstwa Sylwii Waszewskiej, trafiła do księgarń 20 kwietnia. Ukazała się nakładem wydawnictwa Initium. To opowieść przede wszystkim o walce i zemście,...

Trylogia „Hell” usunięta – czy Pizgacz wyda „Start a fire”?

Niedawno głośno było o niezdrowej fascynacji i toksycznym fandomie trylogii Hell autorstwa P.S. Herytiera znanej jako Pizgacz. O ile uwielbienie dla twórczości i dzielenie...
- Reklama -