Strona głównaLiteratura„Niepokój przychodzi o zmierzchu” – dzikość zakrawająca na ohydę

„Niepokój przychodzi o zmierzchu” – dzikość zakrawająca na ohydę

Niepokój przychodzi o zmierzchu nie jest lekturą piękną, przyjemną ani prostą. To niepowtarzalna historia opowiadająca o ciężkich sytuacjach w życiu z autentycznością, którą trudno spotkać w innych tekstach. Bo w tragedii ludzkiej, która tak mocno odbija się na psychice, niełatwo o estetykę i ograniczenia moralne.

Autorka przenosi nas do surowego świata, który aż nazbyt dobrze zna z autopsji

Marieke Lucas Rijneveld, podobnie jak bohaterka jej dzieła, wychowała się w holenderskiej rodzinie rolników, w których życiu ogromną rolę odgrywała religia i zasady konserwatywnego protestantyzmu. Ponieważ od dzieciństwa Marieke niemal uważano za mężczyznę, a ona sama nie była pewna własnej tożsamości, często spotykała się z wykluczeniem i brakiem zrozumienia. Dopiero w wieku 19 lat określiła się jako osoba niebinarna, czyli nieidentyfikująca się ani z płcią męską, ani z płcią kobiecą. W wieku 29 lat dzięki książce Niepokój przychodzi o zmierzchu została najmłodszą laureatką Nagrody Bookera.

Dziecięce głupie gadanie

Rodzina Mulderów składa się z rodziców i czwórki dzieci: Obbego, Hanny, Jas (w polskiej wersji nazywanej Budrysówką, przez kurtkę, której uparcie odmawia zdjąć) oraz najstarszego Matthiasa. Kiedy tuż przed świętami Bożego Narodzenia Matthias wybiera się na łyżwy, Jas prosi brata, by zabrał ją ze sobą. Niestety dziewczynka nie może mu towarzyszyć. Chłopiec wyjawia, że chce udać się na „tamtą stronę”, i pójdą tam razem, kiedy ta trochę podrośnie. Budrysówka nie potrafi zrozumieć jego postawy i chowa do brata tę szczególną, dziecięcą urazę oraz złość. W gniewie prosi Boga, by zamiast jej królika, o którego życie bardzo się obawia, zabrał jej brata. Nie zdaje sobie jednak sprawy, jak straszliwe okażą się następstwa jej życzenia.

Zatopieni w żałobie

Czy to za sprawą boskiej ręki, czy zwykłego przypadku, Matthias nie wraca do domu. Rodzina pogrąża się w żałobie, z którą przyjdzie jej walczyć aż do końca powieści. Niestety przez przytłaczający ich smutek zapominają (a może nigdy nie zdawali sobie sprawy, że są w stanie pomóc komuś w taki sposób) o wsparciu, jakie powinni dawać sobie nawzajem. W rodzinie Mulderów nie rozmawia się o uczuciach, tak więc każdy przeżywa tę sytuację samotnie i na swój sposób.

Wychowanie fatalne w skutkach

Żaden z członków rodziny nie jest w stanie poradzić sobie z zaistniałą tragedią. Nikt nie wie, jak zachować się w takiej sytuacji i żyć dalej, jak zaakceptować postępowanie Boga, który jest niezwykle ważnym elementem ich codziennego życia. W książce co rusz napotykamy kolejne cytaty i odwołania do Biblii. Budrysówka zdaje się znać większość jej treści na pamięć. Jednak interpretacje bohaterki czasami mijają się z tym, co w zamyśle rodzica powinno pojawiać w dziecięcym umyśle po przeczytaniu Pisma Świętego. Jas próbuje dopasować Słowo Boże do swojego świata. Towarzyszy jej ono od samego początku i choć momentami wzbudza w niej strach, nie sprawia, że dziewczynka nie popełnia błędów. Budrysówka nie potrafi zrozumieć w pełni jej trudnej treści, ponieważ forma nie jest przystępna dla dziecięcego umysłu ani odpowiednio przerobiona podczas rozmowy i wymiany przemyśleń. To tylko jeden z przykładów szkodliwych skutków braku komunikacji między członkami rodziny.

Jas pogrąża się w niepokojących fantazjach, zaczyna żyć odizolowana w swoim własnym świecie. Nikt do końca nie wie, co się dzieje w jej głowie. Gdyby historia opowiadana była przez innego bohatera, także nam, czytelnikom, prawdopodobnie nie sposób byłoby zrozumieć dziewczynki, a już na pewno zapałać do niej sympatią. W moim odczuciu bardzo smutne jest, że Budrysówce, która miała olbrzymi potencjał, przyszło zmierzyć się z takimi okolicznościami. Ostatecznie wszystko zbiega się do braku rozmowy i licznych tematów tabu. Do postrzegania bólu jako słabości, którą należy ukrywać, bagatelizowania uczuć. A także zaniedbywania dziecka nie tylko fizycznie, ale i psychicznie przez brak zainteresowania i pewnej kontroli.

Życie bez cenzury

Dzieci mają to do siebie, że badają granice. Nienauczone nie rozpoznają dobra i zła. Ich światopogląd jest ograniczony do tego, co pokazali im rodzice. Dzieci Mulderów, dorastając na farmie, poznały świat surowy i prawdziwy. Ponieważ rodzina utrzymuje się z hodowli krów, wiedzą, skąd pochodzi mięso albo jak wygląda pokrywanie krowy bykiem. W trakcie epidemii pryszczycy są świadkami wybijania całego stada, doświadczają zapachu krwi i pozostałej po nich pustki. Tymczasem w życiu Mulderów krowy zdają się mieć podobne znaczenie co Bóg; to wokół nich kręci się całe ich życie. Dzieci mają więc często większe pojęcie o prawach panujących w świecie zwierząt niż w ludzkim. Szczególnie odnosi się to do postrzegania stosunku płciowego.

Trudno im rozgraniczyć, czy chłodne traktowanie „miłości” krów albo ich hodowla tylko po to, by je zabić, są dobre czy złe. Skoro jednak wszystkich tych czynności dokonują rodzice, musi to być nie tylko normalne, ale też słuszne. Kiedy więc Jas dostaje od brata młotek z poleceniem, by zabić koguta w ramach ofiary, nie ma przed tym większych oporów. W końcu w Biblii, która jest dla rodziny zbiorem prawd, zasad i mądrości, również nie brakuje przemocy, koniecznych poświęceń i posłuszeństwa. Dzieci nie wiedzą też, czego powinny się wstydzić albo brzydzić. Dorastając wśród krów, mają stale styczność z porodami, łajnem i robakami. Pewnie stąd też bezkompromisowy, pełen bezpośrednich opisów styl tekstu.

Dzikość zakrawająca na ohydę

Niepokój przychodzi o zmierzchu nie nadaje się dla osób nadwrażliwych i na pewno nie powinniśmy czytać tej książki przy jedzeniu. Sporo mówi się w niej o kupie, pośladkach czy umierających ropuchach. Nie brakuje też wątków związanych z seksem, których dzieci kompletnie nie rozumieją: akcja zawiera zachowania kazirodcze i pedofilskie. Ponadto powieść jest niezwykle przygnębiająca. Obserwujemy powolne, acz sukcesywne oraz nieubłagane pogarszanie się sytuacji. Charakterystyczny język i sposób rozumowania dziewczynki nadaje książce dzikości. Tekst jest szczery. Autor nie przejmuje się, czy kogoś zgorszy bezlitosną treścią, nie pomija nieprzyjemnych szczegółów i nie stara się upiększać brudnej rzeczywistości.

Niepokój przychodzi o zmierzchu wydaje się niemym krzykiem zapadającej się w sobie dziewczynki, która pozwala, jak każde inne dziecko, prowadzić się dorosłym za rękę, nie skarżąc się i dzieląc ich rozpacz oraz obojętność.


Dziękuję za uwagę i zapraszam do recenzji równie refleksyjnej książki Tkliwość.

Polecane recenzje

„The Love Hypothesis” fenomenem roku? – recenzja

The Love Hypothesis Ali Hazelwood to zabawny romans, który umili wam nawet najsmutniejszy wieczór....

„Czarna owca medycyny” – co ma na myśli Lieberman?

Gdy zobaczyłam Czarną owcę medycyny Jeffreya A. Liebermana na półce mojej przyjaciółki, od razu...

„All Of Your Flaws” przypadek czy przeznaczenie?

Pierwsza część, Flawless zachwyciła mnie. Z pewnością jest to książka, do której kiedyś, może nawet...

Zostaw komentarz

Wprowadź swój komentarz
Wprowadź swoje imię

Kryteria oceny książki

Fabuła
8
Klimat
10
Okładka
7
„Niepokój przychodzi o zmierzchu” – dzikość zakrawająca na ohydęNiepokój przychodzi o zmierzchu nie jest lekturą piękną, przyjemną ani prostą. To niepowtarzalna historia opowiadająca o ciężkich sytuacjach w życiu z autentycznością, którą trudno spotkać w innych tekstach. Bo w tragedii ludzkiej, która tak mocno odbija się na psychice, niełatwo o estetykę i ograniczenia...