TRUDNE NOWEGO POCZĄTKI
Spencer, choć liczy zaledwie piętnaście lat, już dźwiga spory bagaż trudnych doświadczeń. W nowej szkole postanawia zacząć od zera – nikomu nie mówi, że przeszedł tranzycję. Oakley, najbardziej liberalna placówka oświatowa w Ohio, ma być dla niego bezpieczną przestrzenią, wolną od dręczących go rówieśników.
Chłopak świetnie odnajduje się na boisku, nic zatem dziwnego, że dołącza do szkolnej drużyny piłkarskiej. To stwarza mu okazję nie tylko do polepszania umiejętności, ale także zawarcia wielu znajomości – między innymi poznaje intrygującego Justice’a. Sytuacja komplikuje się jednak, gdy przez dyskryminujący przepis Spencer trafia na ławkę rezerwowych. Nastolatek staje wówczas przed trudnym wyborem: może milczeć i pozwolić, by niesprawiedliwość zwyciężyła, albo ujawnić prawdę o sobie i zawalczyć o swoją pasję.
PODESZŁAM BEZ OCZEKIWAŃ I OBYŁO SIĘ BEZ ROZCZAROWANIA
Podaj dalej pokazuje codzienne zmagania transpłciowego nastolatka, który nosi na barkach ciężar sekretu, mogącego w każdej chwili wyjść na jaw. Nie jest to nic odkrywczego, niemniej miło spędziłam czas z tą lekturą. Nie miałam wielkich oczekiwań, więc też się nie zawiodłam. Momentami da się jednak odczuć, że to debiut – niektóre wydarzenia toczą się zbyt wolno, inne z kolei rozgrywają się błyskawicznie. Brakuje czasami balansu pod tym względem. Najbardziej uwidacznia się to pod koniec, gdy pewne wątki aż krzyczą, by je zgłębić, a autor tylko pobieżnie je opisuje. Podaj dalej nie trafi więc na listę ulubieńców, ale będę miło ją wspominać – ot, przygoda na jeden raz, która pozwoliła mi na chwilę oderwać się od codzienności.
WIELE RÓŻNYCH WĄTKÓW
Choć tożsamość płciowa bohatera stanowi istotny punkt tej historii, nie jest jedynym poruszanym wątkiem. Na szczęście trudno nazwać Podaj dalej powieścią, w której queerowość zdaje się jedyną cechą protagonisty. Prędzej można określić tę książkę romansem sportowym, choć muszę przyznać, że ten romans tutaj nie dominuje – wszystkie wątki dostają mniej więcej tyle samo czasu antenowego.
Wspomniany wątek romantyczny mnie nie porwał. Relacja bohaterów była w porządku – nie wzbudziła we mnie większych uczuć, nie kibicowałam im przesadnie. Myślę, że to wynika z tego, że sprawy rozwinęły się między nimi zbyt szybko. Zdecydowanie bardziej wciągały mnie inne aspekty życia Spencera: jego codzienność, pasja do piłki nożnej, relacje z rodziną. Zaskoczyła mnie szczególnie dbałość, z jaką autor podszedł do sportu. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Mecze piłkarskie nie są jedynie tłem, lecz ważnym elementem fabuły, któremu Fitzsimons poświęca naprawdę sporo miejsca. Wszystkie te elementy – uczucie romantyczne, sport oraz troska bliskich – wzajemnie się uzupełniają i tworzą spójną całość.
BOHATEROWIE DRUGIEGO PLANU
Na wyróżnienie zasługują niektóre postacie drugoplanowe. Bardzo mnie zaskoczyła postawa trenera drużyny wobec Spencera, podobnie jak innych jego podopiecznych. Wszyscy oni mocno go wspierają w dążeniu do spełnienia marzeń i byciu sobą. Bardzo dobrze zostali też przedstawieni rodzice protagonisty. Martwią się o syna, wykazują sporo empatii i akceptują go. Dlatego momentami irytowało mnie, gdy Spencer reagował na ich troskę złością. Starali się robić wszystko, by go chronić, choć z dnia na dzień musieli nauczyć się funkcjonować w nowej dla nich rzeczywistości. Aiden wywoływał natomiast na mojej twarzy uśmiech swoim zachowaniem czy tekstami. Czułam też, że Spencer naprawdę postrzega go jako kogoś, na kogo zawsze można liczyć. Tacy przyjaciele to skarb.
BEZ SKRAJNOŚCI
Fitzsimons nie stawia akcentu na cierpienie Spencera. W książce nie znajdziecie zatem przytłaczających wątków homofobii czy transfobii, tak jak to się zdarza w młodzieżówkach tego typu. Bohater musi się mierzyć z takimi problemami, ale nie popadamy w żadnym momencie w skrajności. Dobrze wypada też historia Justice’a – chłopca wychowującego się w skrajnie religijnej, homofobicznej rodzinie.
ZBYT UPROSZCZONA HISTORIA?
Na koniec chcę wspomnieć o krytyce pojawiającej się w zagranicznych recenzjach pisanych przez osoby transpłciowe. Wskazują one na pewne uproszczenia zastosowane w Podaj dalej. Konkretnie mowa tu o wczesnym dostępie do leków, na który nie każdy może sobie pozwolić, zwłaszcza w wieku Spencera. Dzięki zastosowaniu na bardzo wczesnym etapie życia blokerów dojrzewania oraz testosteronu nie musi on mierzyć się z niektórymi źródłami dysforii płciowej, przez co ten temat praktycznie nie został tu podjęty. Niektórzy czytelnicy mogą zatem uznać protagonistę za osobę uprzywilejowaną bądź nie postrzegać jego historii jako autentycznej. Sama to także zauważyłam. Nie należę jednak do tej społeczności, więc nie czuję się uprawniona do jednoznacznej oceny tego wątku. Warto mieć to po prostu na uwadze.
PODSUMOWANIE
Podaj dalej to opowieść o dorastaniu, wielkiej pasji oraz odwadze bycia sobą. Nie jest pozbawiona wad, ale w ogólnym rozrachunku mi się podobała – dobrze się sprawdzi na jeden czy dwa wieczory jako lekka rozrywka do przeczytania i odłożenia na półkę. Chętnie będę ją polecać, szczególnie osobom, które pokochały inne książki tego typu, jak Felix Ever After czy Autoboyography.
Zapraszam do recenzji Zaplątanej.


