Przepis na chinkali oraz chaczapuri, czyli Gruzja na talerzu

W czasach, gdy panuje koronawirus, jedyne podróże, jakie nam zostają, to te wirtualne. Dziś postaram się Was zabrać do magicznego miejsca pachnącego winem i kolendrą. Magda Gessler ze mnie marna, ale jest kilka dań, które wychodzą mi rewelacyjnie – jedno z nich to chinkali, a drugie chaczapuri. Gotowanie to moja ukryta pasja, którą bardzo chętnie Was zarażę! A na końcu przepis na chinkali!

Kuchnia gruzińska, czyli z czym to się je? Przepis na chinkali

Z Magdą Gessler nie mam nic wspólnego. No może oprócz imienia i tego że obie zdecydowanie lubimy jeść to, co pyszne. W domowym zaciszu uważam, że dobrze gotuję, mąż chwali, ale jedno jest pewne – kilka dań wychodzi mi rewelacyjnie. A należą do nich dwie sztandarowe potrawy rodem z Gruzji. Dziś przygotowałam dla Was przepis na chinkali – ot, na dobry początek.

Czujecie ten piękny zapach kolendry? Nie? To zaraz poczujecie! Pozwólcie, że zabiorę Was w małą podróż bez ruszania się z miejsca. Dziś odwiedzimy właśnie Gruzję.

Do kuchni z tego kraju miłością zapałałam na jednej z randek z moim już teraz mężem. Nie, nie byliśmy w tak dalekiej podróży, za to przed wyjściem do kina zahaczyliśmy o gruzińską knajpkę, która niewiele wcześniej otworzyła się w naszym mieście. Przygodę zaczęliśmy oczywiście od najpopularniejszych smakołyków, czyli chinkali i chaczapuri w wersji adżarskiej.

Jedzenie w Gruzji składa się przede wszystkim z warzyw, serów pod różną postacią, mięsa i oczywiście wina. Częściej na stołach pojawiają się potrawy wegetariańskie, gdyż kraj ten nie należy do najbogatszych. W ich daniach widoczna jest prostota i cóż rzec – ubogość, wręcz taniość. Ale czy to oznacza, że jedzenie nie jest dobre? Wręcz przeciwnie!

Chinkali

Chinkali, to nic innego jak gruzińskie pierożki. Składane są one jednak w inny sposób niż te wywodzące się z Polski. Swoim kształtem bardziej przypominają pięknie skręcone sakiewki. Wierzcie mi – ich złożenie to nie lada wyzwanie! Zwłaszcza dla Pań posiadających dłuższe paznokcie 😉 Nadzienie za to jest czystą poezją i niestety – muszę to przyznać – jest o wiele lepsze niż to w naszych pierogach. Gruzja kolendrą stoi, zatem i w chinkali nie może jej zabraknąć.

Jednym z rodzajów farszu jest oczywiście mięsny (wieprzowo-wołowy) z dużym dodatkiem tychże ziół. Jedzenie sakiewek również odbywa się w specjalny sposób. Chinkali posiada z ciasta „uchwyt”, za który go trzymamy, następnie nadgryzamy, wysysamy ze środka bulion i dopiero jemy zostawiając na talerzu owe „trzymadło”, które zazwyczaj w środku jest jeszcze surowe.

Drugim rodzajem nadzienia jest…ser. W domowym zaciszu możemy z powodzeniem użyć mozzarelli i fety. W oryginalnej wersji jest to natomiast oczywiście gruziński ser. Te pierożki jemy już bez wysysania bulionu, gdyż po prostu go nie mają. Natomiast ogonków również nie zjadamy – z takiej samej przyczyny, jak przy mięsnych chinkali.

Która wersja według mnie jest lepsza? Odpowiedź jest zadziwiająco łatwa – każda. Jedne mają przepyszny sos własny w środku, a drugie cudownie się ciągną przy jedzeniu. Ciężko wybrać jedną spośród dwóch idealnych rzeczy. Na końcu tego wpisu znajdziecie przepis na chinkali, które wręcz rozpływa się w ustach!

Chaczapuri

Włosi mają swoją pizzę, a Gruzini chaczapuri. To nic innego jak drożdżowe ciasto z mięsnym lub serowym farszem. Chaczapuri po adżarsku najbardziej przypadło mi do gustu – z ciasta uformowana jest swego rodzaju łódka, wyłożona w środku serem i odpowiednio zapieczona. Pod koniec pieczenia na wierzch dodaje się żółtko i delikatnie zapieka tak, by nadal pozostało płynne. Po wyjęciu z pieca kładziemy na nie cienkie plasterki masła i pozwalamy mu się roztopić. Tutaj również mamy specjalny sposób jedzenia – brzegi łódki odrywamy paluszkami, maczamy w żółtku, po czym mieszamy je z serem. Każdy kolejny urwany kawałek ciasta maczamy w farszu i pałaszujemy ze smakiem.

Drugim znanym mi rodzajem chaczapuri jest chaczapuri imeruli – również z serem, ale wygląd jest zgoła inny. Farsz bowiem jest zamknięty w cienkim drożdżowym cieście i zapieczony z obu stron. Najczęściej podawane jest z sosem adżika. Spośród tych dwóch rodzajów gruzińskiej przekąski w mojej opinii wygrywa jednak adżarskie – wierzcie mi, orgazm dla podniebienia!

Korzystając z kwarantanny możecie w wolnym czasie pobawić się w kucharzy i sami przygotować te słynne dania. Skorzystajcie z mojego przepisu na chinkali – warto, bo to najlepsze, co zjecie w najbliższym czasie!

Warto też do potraw rodem z Gruzji zaopatrzyć się w gruzińskie wino, które pobudza apetyt i kubki smakowe 😉 Pamiętajcie! Gotowanie, nigdy nie było tak przyjemne!

Chinkali przepis

Farsz:

250g mięsa mielonego wołowo-wieprzowego
1 cebula
1 ząbek czosnku
½ łyżeczki ziaren kolendry
sól, pieprz do smaku
1/3 szklanki bulionu
garść posiekanej natki kolendry

Ciasto:

250g mąki pszennej (takiej, jak do pierogów)
sól
½ szklanki gorącej wody

Farsz: cebulę siekamy, kolendrę rozgniatamy dokładnie w moździerzu, a czosnek obieramy i ząbki przeciskamy przez praskę. Składniki te dodajemy do mięsa mielonego, doprawiamy do smaku solą i pieprzem oraz posiekaną kolendrą, a całość wyrabiamy dokładnie podlewając bulionem (nie bójcie się go dodawać, on ma tu znaczącą rolę!). Mięso powinno być nasączone, ale nie może być rzadkie.

Ciasto: ze składników dokładnie wyrabiamy ciasto jak na pierogi, z tą różnicą, że musi być troszkę twardsze. Odkładamy je na pół godzinki, by odpoczęło, uprzednio przykrywając je ściereczką.

Ciasto rozwałkowujemy na cienki placek, ale grubszy niż w przypadku naszych pierogów. Wycinamy z niego krążki o średnicy 10-11cm, najlepiej pomagać sobie w tym małym talerzykiem. Na środku kładziemy łyżeczkę farszu. Lepimy dokładnie, zwijając kolejne zakładki na kształt sakiewki, końcowo dociskając ogonek (najlepiej na youtube.pl podpatrzeć jaka jest technika zawijania). Chinkali gotujemy we wrzącej osolonej wodzie przez 5-6 minut od momentu wypłynięcia. Po wyłowieniu wykładamy na talerz i obficie posypujemy posiekaną natką kolendry. Gemrielat miirtvit!

Koniecznie pochwalcie się, jeśli wykorzystacie przepis na chinkali. Może zdecydujecie się dodać coś od siebie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *