- Reklama -

Zasnąłem z nudów – recenzja filmu „W lesie dziś nie zaśnie nikt 2”

W lesie dziś nie zaśnie nikt (2020) okazało się pierwszym udanym polskim slasherem. Kontynuacja zawitała na Netfliksa raptem rok z kawałkiem po premierze jedynki. Niby tego rodzaju filmy nie powstają zbyt długo, lecz tak krótki czas oczekiwania powoduje pewien niepokój. Czy sequel spełnił oczekiwania publiki?

Polakom nigdy nie było po drodze z horrorem. Przed wojną polska kinematografia była zbyt prymitywna, aby podjąć jakąkolwiek próbę adaptacji tego gatunku na własnym gruncie (zresztą przyznajmy to sami przed sobą: poważne polskie kino rozpoczęło się dopiero za PRL), a w czasach powojennych nie sprzyjała temu kulturowa polityka PZPR. Czemu pezetpeerowcy tak uwzięli się na grozę? Prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy. Osobiście obstawiam, że wynikało to ze skrytej drobnoburżuazyjnej mentalności, którą były skażone peerelowskie władze.

III RP, czyli horror sam w sobie

Oczywiście polskie kino ma na swoim koncie parę horrorów. Sęk w tym, iż mocno odstawały one od zachodnich produkcji (których, tak czy siak, ze świecą było szukać w peerelowskich kinach). Dostaliśmy chociażby nudnego niczym flaki z olejem Diabła (1972) od Andrzeja Żuławskiego. Ten film uznawany jest przez wielu za najlepszy polski horror, ale prawdę mówiąc, to konkurował z nim sam syf – stawiające na gównogoliznę, pozbawione jakichkolwiek zalet gnioty pokroju Wilczycy (1982) albo Lubię nietoperze (1985). Nastanie III Rzeszypospolitej Klerykalno-Solidaruchowej nie poprawiło sytuacji. O Legendzie (2005) i Porze mroku (2008) lepiej na zawsze zapomnieć.

Źródło: Filmweb

Cannibal holocaust in Poland

Złą passę polskiego horroru udało się niespodziewanie przerwać wypuszczonemu na Netfliksie filmowi W lesie dziś nie zaśnie nikt (2020). Był to pierwszy polski slasher z prawdziwego zdarzenia i – co będę podkreślał aż do śmierci – pierwszy polski udany horror. Owszem, obraz w całości opierał się na znanych z amerykańskiego kina slasherowych kliszach. Mieliśmy obóz dla młodzieży, gęsty las, kanibali z iście pokręconą historią, a także solidną dawkę gore. Wszystko zrealizowane na poziomie dobrego reżyserskiego warsztatu, bez jakichś wielkich bzdur czy potknięć.

To prawda, że W lesie… nie było obrazem wybitnym i takim być nie miało, lecz mimo to warto dać mu szansę. No i drzemał w nim potencjał na dobrą kontynuację. Czy jednak reżyser, Bartosz Kowalski, potrafił go wykorzystać?

Nieudana paczka

Dwójka jest bezpośrednią kontynuacją jedynki. Ze starego składu ostała się jedynie Zosia (Julia Wieniawa-Narkiewicz), która po tragicznych wydarzeniach trafiła na wiejski komisariat policji. Pracuje tam raptem kilku mało rozgarniętych policjantów. Zupełnie nieświadomych tego, co ich niedługo spotka.

Źródło: Filmweb

Na plus wyróżnia się dobrze grany przez Andrzeja Grabowskiego sierżant Waldek, a także znany z pierwszej części kierownik obozu, w którego ponowie wcielił się Wojciech Mecwaldowski. Na pozytywną wzmiankę zasługują również neonaziści z Wojsk Obrony Terytorialnej, czyli Mariusz (Sebastian Stankiewicz) oraz Sławek (Robert Wabich).

Reszta wypadła co najmniej słabo. Nie ma się zresztą czemu dziwić. Dwójka głównych bohaterów, odgrywanych przez Mateusza Więcławeka i Zofię Wichłacz, to po prostu chodzące definicje nudy i nijakości. Grając tak kiepsko napisane role, raczej nie da się wspiąć na wyżyny ciekawego aktorstwa.

Plusy?

Początek historii nie zwiastuje tragedii. Można łudzić się, iż dostaliśmy solidną kontynuację. Całość okrasza bardzo porządna muzyka. Stanowiąca bodajże najlepszy element całego filmu.

Filmu będącego w istocie strasznym gniotem. Zbiorem cudacznych pomysłów, które zupełnie nie wypaliły.

Miałeś, chamie, krwawy róg…

Cały kapitał zaufania, który Kowalskiemu udało się zgromadzić dzięki w miarę udanej jedynce, został koncertowo zmarnowany. W lesie dziś nie zaśnie nikt 2 (2021) nie jest slasherem ani nawet na dobrą sprawę horrorem. Jeśli miałbym ten film jakkolwiek sklasyfikować, to nazwałbym go komedią gore. Niestety zupełnie nieśmieszną.

Źródło: Filmweb

Nuda jest nieodłącznym elementem tego czegoś, a przecież właśnie nuda stanowi zarówno dla horroru, jak i komedii grzech śmiertelny. W dziele Kowalskiego nie ma nawet śladowego napięcia, nie mówiąc już o grozie.

A co jest? Masa irytujących głupot wynikłych z nieudanej zabawy konwencją. Uwagę najbardziej zwraca debilny wątek gadających potworów, które pieprzą takie kocopoły, że aż szkoda słów. Niestety ich aktywność nie ogranicza się wyłącznie do tych żałosnych, nikomu niepotrzebnych dialogów.

…ostał ci się jeno sznur

W lesie dziś nie zaśnie nikt 2 (2021) to totalnie nieudany, przekombinowany sequel. Potrzebujemy w Polsce pełnokrwistych horrorów, a nie kiepskich eksperymentów, gdyż tych w przeszłości powstał aż nadmiar. Naprawdę wolałem, kiedy Kowalski działał na amerykańskich kliszach. Może powinien do nich wrócić?


Już 8 listopada ukaże się moja powieść Ziemia i skrzydła!

Zapraszam do zamawiania jej w przedsprzedaży oraz zapoznania się z DARMOWYM opowiadaniem wprowadzającym w świat uniwersum.

- Reklama -

Zostaw komentarz

Wprowadź swój komentarz
Wprowadź swoje imię