- Reklama -

„Dom z papieru” – to już koniec. Druga część 5. sezonu zakończyła się tak, jak powinna

Dom z papieru zdobył miliony fanów. Przyciągnął przed ekrany widzów, którzy sprawili, że serial wzbił się na wyżyny sławy. Ostatnie odcinki trafiły na platformę Netflix 3 grudnia 2021 r. i od tego momentu w internecie zaczęły wylewać się przeróżne opinie. Jedni twierdzą, że wyszło źle, drudzy chwalą. Ja opowiadam się za tymi drugimi – to było dobre zakończenie.

UWAGA: Tekst może zawierać spoilery nawiązujące do poprzedniej części.

Śmierć Tokio wstrząsnęła wszystkimi, ale Profesor nie ma czasu na jej opłakiwanie. Musi skupić się na pozostałych ludziach i złocie, które wciąż nie zostało wydobyte z Banku Hiszpanii. Niespodziewanie Sergio zawiera porozumienie z Alicią Sierrą, jednak pojawiają się pewne komplikacje. Profesor, aby wygrać, będzie musiał się poddać.

Dom z papieru w 2. części 5. sezonu wyjaśnia nam wiele kwestii

Poznajemy Profesora jeszcze bliżej niż w poprzednich częściach. Przekonujemy się, że poza genialnym umysłem i świetną organizacją ma on także tę bardziej „ludzką” stronę. Kilka scen z jego udziałem sprawiło, że przypomniałem sobie, za co doceniłem tę produkcję. Tak mocne skupienie się twórców serialu na postaci Profesora sprawia, że poznajemy całą genezę napadu – jak go zaplanowano, dlaczego i dla kogo.

Świetnie poprowadzono także wątek Sergio i Alicii, bo napięcie, a jednocześnie stopniowo zawiązująca się pomiędzy nimi przyjaźń, pokazują widzowi, jak bardzo traumatyczne zdarzenia i sytuacja bez wyjścia mogą zmusić człowieka do zmiany postawy. Sierra w sytuacji zagrożenia zaczyna skupiać się na dziecku, a nie na własnych ambicjach zawodowych, poświęca się dla rodziny. Sergio natomiast pozostaje wierny swojej idei, wierząc, że wszystko się uda. W dodatku teraz przeciwko niemu stoi jedynie Tamayo.

Równie ciekawym wątkiem stał się ten opowiadający o relacji Berlina z synem. To prawdopodobnie wstęp do spin-offu Domu z papieru, który ma trafić na ekrany w 2023 roku. Berlin to najlepiej rozpisana postać w całym serialu, w dodatku świetnie zagrana przez Pedro Alanso. Toteż sceny w 2. części 5. sezonu z jego udziałem naprawdę zachwycają – swoją prostotą, jednocześnie wspaniałym ukazaniem emocji bohatera i przemyślanymi powiązaniami fabularnymi.

Ale są też bohaterowie, na których chyba nie było już pomysłu. Próba wykreowania miłosnej intrygi Denvera, poprzez wrzucenie go w trójkąt miłosny, jest niewypałem i zupełnie nic nie wnosi do fabuły. To zbędny zapychacz, spowalniający akcję w sposób raczej nieudany.

Być wiernym idei. Wierzyć, że się uda. Myśleć pozytywnie!

Pokochaliśmy ten serial za to, jak skrajnie różnych przedstawiał bohaterów. Spodobało nam się, że można połączyć siły w imię pewnej idei. Że można trwać przy kimś na dobre i na złe. No i też nie ukrywajmy – gra toczono przez Profesora i państwowe władze trzymała w napięciu.

Jednak moim zdaniem napady są jedynie tłem dla pokazania wartości przyjaźni, rodziny, wiary w rzeczy na pierwszy rzut oka niemożliwe do zrobienia. Ludzie zgromadzeni przed Bankiem Hiszpanii, podobnie jak my wierzyli, że Profesor i jego ekipa zdołają wynieść złoto ze skarbca. Byli złodziejami, a mimo wszystko chcieliśmy, żeby to im się udało. Staliśmy się częścią gangu, braliśmy udział w napadzie. Planowaliśmy wspólnie z Profesorem, śmialiśmy się z Denverem, płakaliśmy za Nairobi, docenialiśmy poświęcenie Tokio. Wspólnie śpiewaliśmy Bella Ciao.

I jaki jest tego koniec? Dobry – można powiedzieć, że najlepszy z możliwych. To koniec napadu, koniec pewnej historii i… koniec recenzji.

 

- Reklama -

2 Komentarze

  1. Dobrze postrzegasz ten serial. Moim zdaniem #LaCasaDePapel opowiada nie tylko o przyjaźni, ale także o tym, że przestępcy nie zawsze są źli. Mają swoje powody aby wyrządzać szkody, a przy tym nie mają na celu nikogo krzywdzić.

Zostaw komentarz

Wprowadź swój komentarz
Wprowadź swoje imię