Strona głównaRecenzje książek i komiksówFantastyka, sci-fi, horror„Harde Baśnie” – recenzja zaskakującej antologii

„Harde Baśnie” – recenzja zaskakującej antologii

Fabuła
8
Klimat
9
Okładka
10

Harde Baśnie to drugi zbiór opowiadań autorstwa trzynastu polskich autorek. Hardej Hordy nie miałam okazji przeczytać, dlatego nie miałam pojęcia, za czytanie czego tak naprawdę się biorę.

Moją uwagę od razu przyciągnęła okładka

Harde Baśnie są przepięknie wydane. Książka jest gruba, przez co przypomina tomik baśni, który kojarzę z dzieciństwa. Jednocześnie grzbiet solidnej, twardej (ciśnie się na usta „hardej”) oprawy razi żywym kolorem, który zgrywając się z lisim łbem i kilkoma innymi akcentami na okładce, pięknie kontrastuje z ciemnym tłem. Wypukłe literki dzięki uszlachetnieniu druku błyszczą leciutko w świetle. Projekt okładki jest pełen odwołań do większości – jeśli nie wszystkich – opowiadań. Mimo to całość zgrywa się i nie sprawia wrażenia przepychu. W środku nie ma ilustracji, między opowiadaniami możemy co najwyżej nacieszyć oczy czarno-białą grafiką z okładki.

Właściwie to nie przeczytałam opisu

Albo przeczytałam z grubsza, bo zdawało mi się, że mniej więcej wiem, czego się spodziewać. Magii, która ma władzę nad śmiercią, miłości silniejszej niż czas, nowej wersji Jasia i Małgosi, Czerwonego Kapturka czy Śpiącej królewny. Współczesnej, baśniowej interpretacji starych i dobrze wszystkim znanych historii, które mają za zadanie wciągnąć i oczarować czytelnika. Słowa „Może znasz jej brutalniejszą wersję?” w odniesieniu do Czerwonego Kapturka nieszczególnie przyciągnęły moją uwagę. Pierwsze opowiadanie – Demon w studni Ewy Białołęckiej – było dokładnie tym, czego się spodziewałam. Wspominam je ciepło, przeszłam przez nie szybko i z uśmiechem na twarzy. Piękna historia w baśniowej scenerii, z czarującymi opisami oraz roztropnym morałem. Nieszczególnie wprawdzie wzorowana na czymś popularnym, najwyżej z lekkim odwołaniem, ale może nawet lepiej, oryginalniej. Taką bajkę chyba można by nawet przeczytać dziecku. Z każdą kolejną pracą otwierałam oczy trochę szerzej.

Bo robiło się coraz mroczniej, coraz mniej dziecięco

Kolejne opowiadanie rozgrywało się w czasach współczesnych, w naszym świecie zaprawionym czarownicą i klątwą. Ale i tak była to już nowoczesna czarownica z problemami z byłym i nieoficjalną działalnością. Trafiło się nawet jedno przekleństwo. Trzecie opowiadanie rozwiało wszelkie moje wątpliwości. Tego zbioru nie polecę do czytania dzieciom na dobranoc, nawet jeśli w tytule zawiera się słowo „baśnie”, a okładka aż krzyczy, by wziąć ją z półki. Niemniej Białe Aleksandry Zielińskiej bardzo mi się podobało. Wykorzystało w pełni element zaskoczenia i sprawiło, że szczęka mi opadła. Ale ja lubię takie mroczne, tajemnicze klimaty, gdy autor nie boi się zabić bohatera albo stworzyć sytuacji bez happy endu. Nie jedyne rozbudziło moją ciekawość i niedosyt.

Zupełnie jakby autorki od niechcenia potrafiły stworzyć niesamowite światy i historie

Moim zdaniem niemal każde opowiadanie było materiałem na dłuższy utwór. Przecież można by rozwinąć motywy, bohaterów, wzbogacić trochę prostolinijne, krótkie opowiadanie o jakiś poboczny wątek albo dodatkową przeszkodę czy tajemnicę, którą bohaterowie musieliby odkryć. Nie pojmuję, jak po stworzeniu podobnego dzieła można pożegnać się z jego uniwersum i bohaterami. Nie rozumiem tego tak bardzo, że po przeczytaniu opowieści Anny Nieznaj sięgnę w najbliższym czasie po Ogniem i mieczem, bo czuję, że nie zrozumiem w pełni jej pracy, jeśli nie poznam oryginalnej wersji, z której autorka zaczerpnęła całkiem sporo. Tymczasem Zazula, kukułeczka moja nie była moim ulubionym opowiadaniem ze zbioru, może przez język przeplatany obcą mową, może przez czasy, w których toczyła się akcja.

Najważniejsze, by na nic się nie nastawiać

Bo na pewno będziemy rozczarowani. Każde opowiadanie jest w końcu zupełnie inne. Różnią się tematyką, czasami, językiem, klimatem, bohaterami. Może nie wszystkie przypadną nam do gustu, ale na pewno dwa czy trzy co najmniej. Jeśli pogodzimy się z tą różnorodnością i bardzo luźno podejdziemy do motywu baśni; docenimy je w znacznie większym stopniu. Ze strony każdej z autorek widać zaangażowanie i pomysł. Chociaż nie wszystkie opowiadania były w moim guście, cieszę się, że przeczytałam każde z nich. Takie zbiory mają wiele zalet, choćby taką, że nawet jeśli pierwsze opowiadanie nam się nie spodoba, nie ma co się zrażać. Lada moment będzie następne. Nie zdążymy więc się znudzić i na pewno będziemy mogli polecić chociaż kilka tytułów. Niestety nie zdołam streścić tu wszystkich baśni, to materiał na co najmniej cztery recenzje (po trzy opowiadania, byłyby więc i tak dość obszerne). Mogę jedynie zachęcić do lektury. Ponadto książka jest znakomitym próbnikiem. Na podstawie krótszych tekstów możemy nieco poznać autorki i zdecydować, czy chcemy sięgnąć po ich inne prace.

A autorki dają się poznać nie tylko dzięki swoim fantastycznym tekstom

Na końcu każdego opowiadania możemy przeczytać króciutką notatkę od twórczyni, skonstruowaną luźno i przystępnie, tłumaczącą skąd i dlaczego zaczerpnięto natchnienie. A inspiracje są momentami tak luźne, że o ile rozpoznamy Czerwonego Kapturka, o tyle o nawiązaniu do Brzydkiego kaczątka prawdopodobnie do samego końca nie będziecie mieli pojęcia.


Dziękuję za uwagę. Jestem ciekawa, które opowiadanie było waszym ulubionym. Tymczasem zapraszam do artykułu o prawdopodobnych spin-offach Gry o Tron.

Udostępnij
Tagi
- Reklama -

Przeczytaj inne recenzje

- Reklama -

To może Cię zaciekawić

Zostaw komentarz

Wprowadź swój komentarz
Wprowadź swoje imię