Ludka Skrzydlewska „Po godzinach”, romans z nutką sensacji – recenzja

Kiedy w zeszłym roku podczas rozmowy przyjaciółka stwierdziła, że znalazła genialną autorkę na Wattpadzie, uznałam, że nie mam ochoty na czytanie kolejnego niezbyt głębokiego romansu, jakich niestety nie brakuje. Kiedy na początku roku, ekscytowała się, że zamówiła w przedsprzedaży jej pierwszą książkę, postanowiłam zaryzykować i kupić swój egzemplarz. Sentymentalną Bzdurę Ludki Skrzydlewskiej, bo o niej mowa, przeczytałam w jeden wieczór. W kolejne dwa dni przeczytałam wszystkie jej książki dostępne na platformie Wattpad, więc kiedy usłyszałam, że Ludka Skrzydlewska wydaje swoją drugą książkę Po godzinach, decyzja o zakupie była oczywista. I zdecydowanie nie żałuję!

Po godzinach

fot. Zuzanna Murray| Writerat

COŚ O FABULE

— Jesteś jak rekin: odrobina krwi w wodzie i od razu rzucasz się na nieszczęśnika. Aż nie chcę myśleć, co mówisz o mnie za moimi plecami.
— Jak to, nie wiesz? – zdziwiłam się. — Że jesteś beztroskim, płytkim playboyem, któremu w ogóle nie zależy na pracy, więc wysługuje się innymi.

Indiana Fisher ukończyła dwa kierunki na Harvardzie i została asystentką dyrektora generalnego Ryana w renomowanej firmie deweloperskiej. Jej praca polega na kupowaniu kawy, analizowaniu umów i innych dokumentów za swojego nieodpowiedzialnego szefa. Przede wszystkim jednak zajmuje się chronieniem jego samego przed konsekwencjami niezbyt mądrych życiowych decyzji.

— Vince, poznałeś wcześniej moją asystentkę? – zapytał jakby nie zauważając napięcia między nami. (…)
— Tak, poznaliśmy się przy którejś mojej poprzedniej wizycie. Panna… Jones, tak?
Zacisnęłam szczęki, bo kąśliwa uwaga była coraz bliżej, na końcu języka. Serio, Vincent? Skoro miałam na imię Indiana, to z pewnością musiałam nazywać się Jones, tak?

Kiedy pewnego dnia pojawia się tajemniczy brat Ryana życie bohaterki gwałtownie się zmienia. Vincent jest ponury, mrukliwy, podejrzany i na pozór nie przejawiający uczuć i emocji. Indy próbuje dowiedzieć się dlaczego naprawdę Vincent pojawił się w Bostonie i chce chronić swojego szefa. Robi też wszystko, by znaleźć osobę, której zależy na przejęciu firmy. Próbując odkryć prawdę, nie spodziewa się, że jej samej grozi ogromne niebezpieczeństwo….

BOHATEROWIE I ICH CHARAKTER

To co cenię sobie we wszystkich historiach Ludki, to to, że bohaterowie nie są ani nudni, ani nijacy. Każdy z nich posiada swój własny, indywidualny charakter i zachowania. Tak wykreowane postacie, sytuacje i dialogi sprawiły, że książka naprawdę trafiła mi do serca.

Czekałam na jakąś reakcję Vince’a, a kiedy ta nie nastąpiła, trzepnęłam go w rękę, którą trzymał na moim ramieniu. Ryan zmarszczył brwi.
— Przykro mi — powiedział sztywno Vince. Nie zabrzmiało to szczerze. Ryan roześmiał się znowu, po czym skrzywił się z bólu.
— Już cię prosiłem, żebyś mnie nie rozśmieszał.

Indy nie jest miękką kluską, dość często bywa pyskata i zdecydowanie umie postawić na swoim, może za wyjątkiem sytuacji, kiedy jej szef prosi, by przyjechała po niego – w nocy do klubu ze striptizem. Ryan z kolei jest typowym playboyem i nie grzeszy odpowiedzialnością, ale bardzo szybko go polubiłam, co aż dziwne biorąc pod uwagę jego charakter. Co do Vince’a na początku miałam mieszane uczucia, być może dlatego, że zachowuje się trochę jak robot pozbawiony emocji, ale również szybko mnie kupił. Myślę, że mimo swojej tajemniczości jest tez odrobinę uroczy…

Całowanie go było jak… O rany, jak najlepsze wino. Lepsze niż jakiekolwiek wino. Oszałamiające, zostawiające mi w głowie kompletną pustkę!
To ja pierwsza przerwałam tę chwilę, odsuwając się dosłownie na kilka centymetrów, spoglądając na niego ze zdziwieniem. (…)
— Czy to znaczy, że jednak nie jesteś aseksualny?

Po godzinach Ludka Skrzydlewska – ROMANS Z NUTKĄ SENSACJI

Relacja romantyczna głównie rozwija się powoli, jednak w kilku momentach odrobinę zabrakło mi jakiejś wspólnej sceny lub łącznika między dwoma wydarzeniami. Miedzy postaciami widać sporo chemii i flirtowania i według mnie w tych momentach jest dużo bardziej gorąco i odczuwa się większe napięcie, niż w scenach erotycznych samych w sobie. Będąc już w tym temacie, scen intymnych jest kilka i nie są wulgarne, z czym często można spotkać się w powieściach.

— Uważasz mnie za zagrożenie?
Drgnęłam, gdy poczułam jego dłoń na policzku. Nie próbowałam się wyswobodzić, bo jej dotyk był zaskakująco łagodny i sprawił, że nogi mi zmiękły. Vincent palcami sięgnął mi do karku i pogładził go, wywołując u mnie ciarki wzdłuż kręgosłupa.
— Jeszcze nie wiem, za co cię uważać — odpowiedział z namysłem.

Relacje między bohaterami nie są dla czytelnika oczywiste i zaskakują w wielu momentach. Mimo, że książka jest odrobinę schematyczna, wcale nie jest nudna ani przewidywalna. Co prawda znajdziemy tutaj emocjonalno-uczuciowy trójkąt, a może nawet i czworokąt, ale nie zniechęciło mnie to w trakcie lektury, mimo że nie przepadam za takimi sytuacjami.

A ja myślę, że wolisz mnie dokładnie takiego, jaki jestem teraz, tylko nie chcesz się do tego przyznać. Czego się boisz, Indy? Że tobie też zacznie na mnie zależeć czy że zaboli to mojego brata?

W Po godzinach oprócz romansu, mamy także do czynienia z wątkiem sensacyjnym i z tajemnicą, którą próbuje odkryć główna bohaterka. Ludka również ten wątek poprowadziła bardzo ciekawie, nowe fakty i okoliczności odkrywane są powoli, co daje czytelnikowi czas na zastanowienie się, kto jest winny i na wybranie własnych podejrzanych.

CZY WARTO PRZECZYTAĆ PO GODZINACH?

Myślę, że Po godzinach Ludki Skrzydlewskiej jest książką, którą naprawdę warto przeczytać. W niektórych chwilach będziecie śmiać się do rozpuku z głupoty bohaterów albo z ich mniej lub bardziej inteligentnych żartów, w kolejnych będziecie płakać albo oczy zamienią się wam w  serduszka, a w innych wasze serca staną na kilka sekund, gdy będziecie zastanawiać się, czy wszystko dobrze się zakończy.

Wzniosłam oczy do sufitu. Boże, daj mi cierpliwość, nie siłę, bo jak dasz mi siłę, to zrobię mu krzywdę.

Nie przerażajcie się też grubością książki, mimo prawie sześciuset stron, nadal jestem załamana, że ta historia skończyła się tak szybko. Ani przez chwile nie była nudna, więc jeśli masz wolny długi wieczór – albo dwa – to gorąco polecam!

Nie zawsze to, co prostsze, jest lepsze. Proste rzeczy nie stawiają przed nami żadnych wyzwań. Czasami warto zaryzykować żeby zyskać coś więcej.

Ocena 9/10


„Fale i echa” Agata Czykierda-Grabowska – recenzja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *