Strona głównaRecenzje książek i komiksówFantastyka, sci-fi, horrorTrylogia „Grisza” Leigh Bardugo – czy warto sięgać po te książki? –...

Trylogia „Grisza” Leigh Bardugo – czy warto sięgać po te książki? – recenzja

Fabuła
5
Bohaterowie
5
Akcja
5
Wykreowany świat
7
Styl
6
Klimat
7
Zakończenie
2

Wiele słyszałam o książkach Leigh Bardugo. Szóstkę Wron przeczytałam kilka lat temu, lecz po trylogię Grisza sięgnęłam dopiero po ogłoszeniu daty premiery serialu na jej podstawie. Setki pozytywnych opinii o tych powieściach sprawiły, że spodziewałam się niezwykłej historii, która całkowicie mnie pochłonie. Niestety ostatecznie nieco się na nich zawiodłam.

O czym opowiada trylogia Grisza?

Kartografka Alina Starkov zdaje sobie sprawę, że może nie przeżyć wyprawy przez Fałdę Cienia. Ta połać nienaturalnego mroku przepełnionego potworami pochłonęła już tysiące żyć. Niestety to najszybsza droga, aby dostać się z jednej części kraju na drugą, więc wojsko jest zmuszone do podróżowania nią. Szczególnie że próba obejścia Fałdy dookoła byłaby nie tylko czasochłonna, ale wymagałaby też wkroczenia na terytorium innych państw. Alina wraz z przyjacielem Malem i resztą pułku wsiada do piaskołodzi, żeby przeprawić się przez ciemność.

Kiedy stworzenia zamieszkujące mrok atakują podróżników, Alina odkrywa w sobie wcześniej uśpioną moc, co całkowicie odmieni jej dotychczasowe życie.

Okrzyknięta jedyną Przywoływaczką Słońca rozpoczyna szkolenie griszów i wkracza w dotąd obcy jej świat pełen przepychu i dworskich intryg. Jako nowa członkini elitarnej armii próbuje okiełznać swoją moc, co wcale nie jest takie łatwe. Trenując pod okiem najpotężniejszego z griszów, Zmrocza, nie może oprzeć się jego tajemniczej aurze. Mężczyzna uważa, że Alina jest kluczowym elementem potrzebnym do zniszczenia Fałdy Cienia i zjednoczenia rozdartego kraju.

Cień i kość 

Pierwsza część trylogii Grisza zapowiadała się obiecująco, niestety ostatecznie się nią rozczarowałam. Głównym minusem tej powieści jest szybko pędząca akcja. Wydarzenia zmieniają się w diametralnym tempie. Zanim czytelnik przyzwyczai się do zaistniałej sytuacji, już jest wrzucany w kolejną. Nawet jeśli niektóre rozwiązania fabularne są ciekawe, to nie zostały wystarczająco rozwinięte. Całość wypada więc dość płytko i nijako.

Alina początkowo spodobała mi się, lecz moja sympatia nie trwała zbyt długo. Dawno nie spotkałam tak irytującej głównej bohaterki. W wielu sytuacjach postępuje samolubnie i egoistycznie, kompletnie odrzucając to, kim się stała i jak mogłaby wykorzystać swoją moc. Rozumiem, że tak nagła zmiana stylu życia nie jest czymś łatwym, ale ona nawet nie próbowała tego zrozumieć. Brakuje mi w niej jakiegoś elementu przyciągającego czytelnika, czegoś, co wyróżniłoby ją na tle setki innych podobnych bohaterek literackich. Niestety Alina gra męczennicę i podejmuje decyzje pod wpływem chwili.

Natomiast Zmrocz jest niezwykle intrygującą postacią, lecz mam wrażenie, że niewystarczająco docenioną przez autorkę. Bardugo stworzyła mu podstawy do bycia fascynującym bohaterem, lecz potraktowała go odrobinę po macoszemu. Myślę, że rozwinięcie jego historii wyszłoby tej książce na dobre. Mimo tego jest on najlepszym elementem tej powieści i to właśnie dzięki niemu sięgnęłam po kolejne części.

Cień i kość jako pierwszy tom trylogii Grisza nie zachwyca. Wypada dość przeciętnie. Fabuła jest dość ciekawa, lecz akcja pędzi zdecydowanie zbyt szybko, a główna bohaterka o wiele częściej mnie denerwowała, niż wzbudzała sympatię. Spodobało mi się kilka scen, szczególnie tych, w których Alina występowała ze Zmroczem. Myślę jednak, że ich relacja mogłaby zostać o wiele lepiej wykreowana. Brakowało mi większego rozbudowania zarówno historii i motywacji postaci, jak i reszty świata.

Oblężenie i nawałnica

Gdybym miała wybrać moją ulubioną część trylogii Grisza, byłby to właśnie drugi tom. Przedstawiona w nim akcja o wiele bardziej mnie zaciekawiła. Pojawiają się nowe postacie, starsze zostają lepiej rozbudowane, a do tego dostajemy całkiem dobrą fabułę.

Ogromnym plusem tej powieści jest pojawienie się Nikołaja. Już od samego początku całkowicie skradł moje serce. Jego poczucie humoru cudownie ubarwia całą historię, sprawiając, że czyta się ją o wiele przyjemniej. Sceny z udziałem tego bohatera są moimi ulubionymi i z każdą kolejną pragnęłam coraz więcej. Jest on nieprzewidywalny, zaskakujący, a przede wszystkim ogromnie intrygujący.

Niestety Alina pozostaje sobą, a na domiar złego i Mal okazuje się irytujący. Denerwował mnie praktycznie cały czas. Ciągle użalał się nad sobą, co było nie do zniesienia. Mam wrażenie, że nie wniósł nic do historii. Alina miała kilka ciekawych scen (szczególnie tych w towarzystwie Nikołaja!), ale gdyby Mal został usunięty z powieści, to myślę, że nic złego by się nie stało. Wręcz przeciwnie, książka byłaby lepsza.

Na szczęście Zmrocz utrzymał swój poziom, a nawet stał się jeszcze bardziej fascynujący. Jego motywacje są zagadkowe, a działania godne uwagi. Spodobał mi się sposób, w jaki próbował wpływać na Alinę. Ich konfrontacje wzbudzają ciekawość i są pełne napięcia. Myślę, że gdyby zostały mocniej rozwinięte, a autorka pokusiłaby się o odważniejsze rozwiązania i wysunęłaby tę relację na pierwszy plan, to trylogia Grisza wiele by na tym zyskała.

Zniszczenie i odnowa

Pierwsza połowa ostatniego tomu trylogii Grisza całkiem mi się spodobała. Nie była wielce zaskakująca, ale wystarczająco interesująca. Niestety problem pojawił się bliżej zakończenia, które ostatecznie okazuje się słabe. Kompletnie nie rozumiem niektórych rozwiązań fabularnych zastosowanych przez autorkę, część z nich była zbędna.

Zakończenie jest nijakie i wcale nie powala na kolana. Bardugo poszła po linii najmniejszego oporu, usilnie ignorując wiele innych, lepszych możliwości. Jest to jedna z tych końcówek, których można już wcześniej się domyślić. Liczyłam na jakiś niespodziewany zwrot akcji, wydarzenie, które byłoby nieszablonowe i całkowicie odebrało mi mowę, a zamiast tego trylogia Grisza kończy się aż nazbyt cukierkowo i przewidywalnie.

Mnóstwo zmarnowanego potencjału

Czytając trylogię Grisza, odniosłam wrażenie, że autorka bała się podjąć ryzyka i ciągle trzymała bezpiecznych sfer. Może gdyby pokusiła się o trochę mroczniejszy klimat i zboczenie z obranej ścieżki, to całość wypadłaby o wiele lepiej. Niestety zamiast intrygującej fabuły, nieoczywistych postaci i pogłębionego przedstawienia ich motywacji otrzymujemy dość typową historię, która już od samego początku podąża ku mało nadzwyczajnemu zakończeniu.

Bardugo wymyśliła kilka naprawdę intrygujących wątków, które z łatwością mogłaby bardziej rozbudować i poprowadzić całą akcję właśnie w ich kierunku. Niestety wolała trzymać się dość utartych ścieżek i bezpiecznych rozwiązań, co odbiera jej powieściom unikalności oraz efektu zaskoczenia.

Całkiem niebanalne rozwiązanie

Trylogia Grisza ma jeden element, który zdecydowanie wyróżnia ją spośród wielu innych serii fantasy. Jest to klimat całej historii, a konkretnie wprowadzenie do niej rosyjskich akcentów. Czerpanie inspiracji z krajów wschodnich dodało tym książkom powiewu świeżości i odrobiny uroku. Szkoda, że to tylko jeden z nielicznych ich pozytywnych aspektów.

Kto zdecydował się na takie tłumaczenie?

Zanim przejdę do podsumowania, chciałabym napisać kilka słów o przekładzie trylogii Grisza. W Polsce dostępne są jej dwie wersje. Wypowiem się o tej od wydawnictwa Mag, gdyż tę przeczytałam.

Nie mam zarzutów do ogólnego przetłumaczenia treści. Pod tym względem nie pojawiają się żadne problemy, przyjemnie czyta się te książki. Natomiast zastanawiają mnie zmiany imion czy przydomków niektórych bohaterów. Oryginalny Darkling w polskiej wersji staje się Zmroczem, a Nikolai Nikołajem. Pewnie znajdą się osoby, którym takie tłumaczenie nie będzie robiło różnicy, ale mnie – osobie znającej oryginalne wersje tych imion – odrobinę ono przeszkadzało. Zmrocz brzmi zbyt topornie i kompletnie nie pasuje mi do tej postaci, a z kolei Nikołaj wydaje mi się dziwaczną mieszaniną oryginalnego Nikolaia z polskim Mikołajem. Obie te zmiany według mnie są niepotrzebne i pozbawione większego sensu.

Czy warto poświęcić czas na trylogię Grisza?

To nie jest zła seria, ale też nie zachwyca. Po tak wielu pozytywnych opiniach spodziewałam się czegoś lepszego. Niestety otrzymałam zbyt szybko pędzącą akcję oraz mało rozwinięte fabularnie postacie. Na domiar złego nie mogłam znieść Mala, a Alina była irytująca. Podobali mi się Zmrocz i Nikołaj, chociaż mogli zostać bardziej rozbudowani.

Leigh Bardugo miała ciekawy pomysł na trylogię Grisza, ale widać braki w jej warsztacie pisarskim. Mimo wszystko mogę was zapewnić, że ta autorka się rozwija i jej dylogia Szóstka Wron, którą miałam przyjemność czytać kilka lat temu, jest o wiele lepsza.

Trylogia Grisza spodoba się osobom dopiero zaczynającym przygodę z fantastyką, szczególnie tą młodzieżową. Jest to lekka, niezbyt wymagająca lektura z kilkoma ciekawymi rozwiązaniami fabularnymi. Choć uważam ją za dość przeciętną, myślę, że niektórzy z Was miło spędzą przy niej wolny czas.


Jeśli szukacie dobrej fantastyki, to koniecznie sprawdźcie Wszystko pochłonie morze!

Udostępnij
Tagi
- Reklama -

Przeczytaj inne recenzje

- Reklama -

To może Cię zaciekawić

Zostaw komentarz

Wprowadź swój komentarz
Wprowadź swoje imię