Filmowe podsumowanie lutego – głęboko i powierzchownie

Filmowe podsumowanie lutego to odpowiedź na różnorodność, która jest jedyną wspólną cechą wszystkich przedstawionych poniżej produkcji. Nie skupię się na komediach, kryminałach ani nawet na romansach (mimo minionych walentynek). Przedstawię natomiast filmy warte uwagi, które są po prostu ciekawe. Poruszają motywy „głębokie”, ale nie tylko, bo są też takie, które można zobaczyć, gdy potrzebujemy „odmóżdżenia”.

MayDay!

Filmowe podsumowanie rozpoczynamy po polsku. MayDay to akurat komedia (dostępna na Netfliksie). Widziałam sztukę teatralną, która dość mi się podobała, i ciekawym doświadczeniem było swego rodzaju rozszerzenie tej wizji podczas oglądania filmu.

filmowe podsumowanie - komedia MayDay
Fot. materiały promocyjne – plakat

Piotr Adamczyk, czyli filmowy Janek, jest taksówkarzem, ale nie takim zwykłym. Ma na tyle dużo pieniędzy i jest tak doskonale zorganizowany, że udaje mu się prowadzić dwa życia z dwoma różnymi kobietami, z czego obie są… żonami. Możliwe, że jego zamiłowanie do obu pań nie wydałoby się, gdyby nie nieszczęsny pasażer, który pozostawił w jego aucie bagaż. Ów pakunek był na tyle istotny, że został skradziony, a Janek trafił do szpitala z luką w pamięci i dwoma adresami wpisanymi w dokumentach… Co więcej, zainteresował się nim pewien policjant (w tej roli słynny Andrzej Grabowski).

Role aktorskie są doskonale obsadzone, a fabuła śmieszy. Co prawda niektóre sceny wydają się dość teatralne, ale osobiście nie czułam przesytu komizmem. Moim zdaniem jego doza była odpowiednia na tyle, aby nie mieć poczucia, że ogląda się kabaret. Zdarzają się filmy, które aspirują na tak śmieszne, że stają się żenujące. Spokojnie – nie tym razem.

Polecam MayDay na odstresowanie po trudnym dniu w pracy, szkole czy też studiach. Uwaga – niekoniecznie rekomenduję do rodzinnego oglądania. W końcu jest tam ogrom miłości do obu żon… 🙂

Czytaj takżeMonitoring klimatu w muzeum narzędziem w rękach konserwatora zabytków

Jak pokochałam gangstera

Maciej Kawulski przedstawił coś, czym Polacy żyli przez cały styczeń – życie gangstera, Nikodema Skotarczaka (Tomasz Włosok), znanego jako „Nikoś”. Po sukcesie Jak zostałem gangsterem (reż. M. Kawulski) grzechem byłoby niewykorzystanie fascynacji naszego narodu życiem mafii. Żyliśmy tym gorącym tematem. Nagle członkowie mafii zaczęli pojawiać się w telewizji, na TikToku. Reżyser w niekonwencjonalny sposób przedstawił mocno skrócony życiorys znanego Króla Wybrzeża.

plakat Jak Pokochałam Gangstera
Fot. materiały promocyjne – plakat

Film był ciekawy już przez sam wzgląd na odmienną formę – jest czymś pomiędzy dokumentem a filmem fabularnym. Tajemnicza postać przez ponad dwie godziny snuje opowieść o życiu słynnego Nikosia. Dowiadujemy się, jak wszedł na szczyt, a później, jak nadchodził zmierzch jego potęgi i podupadał autorytet. W filmie trafnie ukazany został motyw zmieniającego się świata, do którego albo się dostosujemy, albo… zestarzejemy się ze starymi przyzwyczajeniami, które, niestety, będą już nieaktualne.

Jest to sequel, a więc warto zwracać uwagę na szczegóły. Po obejrzeniu Jak zostałem gangsterem kilka wątków może się łączyć w sensowną (oczywiście fikcyjną) całość. Gdybym miała porównać oba filmy, bo jednak nie sposób ich rozdzielać, powiedziałabym, że wcześniejszy obraz Kawulskiego bardziej do mnie przemówił. Sequel nieco się dłużył (niestety, oglądałam w częściach, co rzadko się zdarza), ale i tak polecam. Uspokoję was – nie jest to film brutalny. Określiłabym go raczej jako przyjemny, momentami również nawiązujący do wielu ważnych wartości. Szczególnie ważny wątek stanowi rodzina.

Ponownie jednak nie rekomenduję rodzinnego oglądania – gangsterzy nie należą do grzecznych ludzi!

Przeczytaj również:  Mroczne seriale zrealizowane na podstawie polskich powieści!

Ekranizacja hitu Wattpada – Przez moje okno 

Mogę śmiało stwierdzić, że jest to film należący raczej do gatunku tych „powierzchownych”. Typowy romans dla nastolatków, gdzie niegrzeczny Ares jest obiektem westchnień mieszkającej obok Raquel. Dziewczyna podgląda przystojnego sąsiada, wręcz go śledzi, więc gdy tylko zwraca on na nią uwagę, jest wniebowzięta. Pragnie jego towarzystwa, nawet gdy czuje, że jest dla niego tylko zabawką… Sytuacja jest jednak dynamiczna i nie wszystkie życiowe decyzje są łatwe.

Film Przez moje okno (reż. Marçal Forés) powstał na bazie powieści autorki Ariany Godoy. W lutym gościł na czele hitów Netfliksa, mimo że opinie o produkcji były podzielone. Wiemy jednak, iż cieszył się dużą popularnością i Netflix już zapowiedział kontynuację historii. Jeśli nie oglądaliście, warto zapisać sobie tę pozycję na lekki, romantyczny wieczór z drugą połówką. Jednakże nie jest to dzieło ambitne i nic nie stracicie, nie oglądając go. Wybór należy do Was.

Moim zdaniem przyjemny.

plakat filmowy
Fot. materiały promocyjne – plakat

To, co stracone – Aaron Paul po raz kolejny w roli złoczyńcy

Kontynuując filmowe podsumowanie, przechodzimy do pozycji, które niosą głębsze przesłanie. Tym razem zagłębiłam się w historię głuchoniemego 10-latka, który uratował znalezionego na mrozie przypadkowego mężczyznę. Chłopiec, dręczony przez kolegów, zaprzyjaźnił się z uratowanym i… zaufał mu. Po czasie domyślił się jednak, że nowy przyjaciel (Aaron Paul) nie jest dobrym człowiekiem. Ale czy jest „tym złym”?

To, co stracone (reż. Christopher Cantwell) opowiada niezwykle smutną historię. Niezrozumiany i odrzucony przez rówieśników chłopiec szuka akceptacji i odnajduje ją, ale niekoniecznie jest ona odpowiedzią na jego potrzeby. Historia Wesleya to opowieść o poszukiwaniu zrozumienia za wszelką cenę, o problemach rodzinnych, barierach społecznych i… niestety odrzuceniu. Wbrew pozorom również o naiwności i bezsilności – nie każdą daną nam szansę jesteśmy w stanie wykorzystać.

plakat To, co stracone
Fot. materiały promocyjne – plakat

Film (do obejrzenia na Netfliksie) jest dość spokojny i cichy, jako że głównym bohaterem jest chłopiec żyjący w świecie bez dźwięku. Mimo że należy do kategorii thrillerów, nie porusza mrożących krew w żyłach tematów. Porusza serce. Jest to niezwykle smutna historia, traktująca o wielu ważnych problemach społecznych i nie tylko. Zdecydowanie warta poznania i skłaniająca do refleksji.

Niewybaczalne –  jeden zły czyn definiuje całe życie

Tym razem mamy okazję poznać Sandrę Bullock, czyli Ruth, w innej kreacji. Główna bohaterka zostaje zwolniona warunkowo z więzienia i stara się odnaleźć w świecie, którego tak naprawdę nie zna. Wiele lat temu została skazana za straszliwą zbrodnię – morderstwo szeryfa – i od tamtej pory stale mierzy się z konsekwencjami tego czynu. Największą z nich jest odrzucenie społeczeństwa i… utrata ukochanej siostry, która trafiła do rodziny zastępczej. Mimo iż Ruth dostała zakaz kontaktowania się z nią, postanawia zrobić wszystko, aby móc z nią porozmawiać.

 filmowe podsumowane plakat Sandra Bullock
Fot. materiały promocyjne – plakat

Film (dostępny na Netfliksie) bardzo mi się podoba. Cechuje go wielowątkowość. Ukazuje on mnóstwo istotnych problemów i całą gamę różnorodnych emocji, w tym znaczącą rolę miłości i poświęcenia. Porusza istotny problem odrzucenia i zaufania, którym nieczęsto kogoś obdarzamy. Jako ludzie jesteśmy uprzedzeni i zamknięci na innych. I nie jest to dobre, o czym właśnie mówi film Niewybaczalne (reż. Nora Fingscheidt).

Co udało Wam się obejrzeć w lutym i co zapadło Wam w pamięć? Na jakich filmach się skupiacie – wolicie produkcje niosące przesłanie czy lekkie, traktujące powierzchownie dany temat?

Czekamy na Wasze filmowe podsumowanie!


Przeczytaj również najnowsze muzyczne posumowanie tygodnia!

Anna Podlecka
Anna Podlecka
Jestem dwudziestoletnią kobietą, która wciąż czuje się jak wieczne dziecko i goni za swoimi pasjami, próbując odnaleźć się w świecie dorosłych. Nie zawsze ten świat jest taki, jaki mi się podoba i często wywołuje u mnie poczucie niesprawiedliwości i buntu, którego czasami oznaki wciąż przechodzę. Uparta, samodzielna i nie lubię być zależna od kogoś – to ja. Wciąż szukam swojego miejsca na świecie. Teraz jestem tu, a Ty?

Zostaw komentarz

Wprowadź swój komentarz
Wprowadź swoje imię