- Reklama -

„Cień i kość” – nowy hit Netfliksa? Przekonajcie się!

Cień i kość był jedną z najbardziej oczekiwanych premier serialowych przez moli książkowych. Wiele osób ogromnie ucieszyło się z możliwości obejrzenia adaptacji ukochanych powieści, ale nie zabrakło też obaw, jak wypadnie połączenie dwóch serii książkowych – trylogii Grisza i dylogii Szóstki Wron. Jednak nie tylko miłośnicy literatury wyczekiwali tej produkcji. Zwiastun oraz materiały promocyjne przyciągnęły rzeszę fanów fantastyki, którzy nie mogli doczekać się dnia premiery. Czy Cień i kość jest warty uwagi i okaże się nowym hitem Netfliksa?

O czym jest Cień i kość?

Setki lat temu Fałda Cienia podzieliła Ravkę na dwie części. Ta połać pełna mroku i potworów jest utrapieniem całego kraju, ale zarazem najszybszą drogą podróży czy transportu. Mówi się, że zniszczyć może ją tylko Przywoływacz Słońca, lecz nikt taki dotąd się nie pojawił.

Alina Starkov to kartografka w Pierwszej Armii. Gdy jej najlepszy przyjaciel Mal zostaje przydzielony do misji wymagającej przepłynięcia przez niebezpieczną Fałdę Cienia, postanawia mu towarzyszyć. W trakcie wyprawy ich pułk zostaje napadnięty przez stado krwiożerczych stworów. Podczas walki Alina niespodziewanie odkrywa w sobie moc, dzięki której ratuje część załogi przed śmiercią. Zmienia to całe jej dotychczasowe życie, ponieważ oznacza to, że jest jedną z griszów – ludzi obdarzonych zdolnością do manipulowania materią. Zostaje wcielona do elitarnej Drugiej Armii i wysłana do pałacu, gdzie ma się nauczyć kontroli nad swoim darem. Generał Kirigan pokłada w niej wielkie nadzieje, gdyż według niego Alina jest kluczem do zniszczenia Fałdy i ponownego zjednoczenia państwa.

Tymczasem w mrocznym Ketterdamie, słynącym z szemranych interesów, trójka największych kanciarzy i najlepszych złodziei otrzymuje zlecenie porwania Przywoływaczki Słońca. Samotna przeprawa przez Fałdę Cienia dla niektórych mogłaby równać się z misją samobójczą, ale dla Kaza, Inej i Jespera nie ma rzeczy niemożliwych. Wizja ogromnej nagrody jeszcze bardziej nakręca ich do działania, więc bez dłuższego namysłu ruszają w pogoń za dziewczyną, co staje się dla nich początkiem wielkiej, ale trudnej przygody.

Mnóstwo dobrej akcji i ciekawej fabuły

Cień i kość jest dobrze zrealizowanym serialem pełnym ciekawych wydarzeń. Przedstawiona historia wciąga już od pierwszego odcinka i całkowicie pochłania widza. Trudno oderwać się od oglądania, ponieważ produkcja zachwyca na każdym kroku. Dostajemy niesamowicie wciągającą fabułę i świetnie wykreowanych, intrygujących bohaterów. Nie brakuje tu zwrotów akcji oraz dawki świetnego humoru. Początek może wydawać się chaotyczny przez skomplikowane i niezrozumiałe elementy, ale wszystko stopniowo zostaje wyjaśnione.

Jak prezentują się główni bohaterowie?

Po przeczytaniu trylogii Grisza najbardziej obawiałam się kreacji postaci Aliny. Pamiętając, jak bardzo denerwowała mnie na kartach powieści, nie nastawiałam się do jej roli zbyt pozytywnie. Jednak muszę przyznać, że twórcy serialu miło mnie zaskoczyli. Jessie Mei Li świetnie poradziła sobie w roli głównej bohaterki. Alina jest ciekawa i intrygująca, a co najważniejsze, wcale nie irytująca. Muszę przyznać, że w serialowej adaptacji ją polubiłam.

Również generał Kirigan – książkowy Zmrocz – został świetnie sportretowany przez Bena Barnesa. Szczególnie spodobało mi się przedstawienie jego historii, która znacznie pogłębia charakter i motywacje tej postaci. Aktor doskonale poradził sobie z przydzieloną mu rolą. Jest tajemniczy, mroczny, a przede wszystkim ma w sobie coś, co przyciąga widza. Wręcz nie można mu się oprzeć.

Dużą uwagę zwróciłam na relację generała Kirigana i Aliny. Wyszła aktorom fenomenalnie. Oglądając Cień i kość, czułam napięcie i chemię między nimi. Każda ich wspólna scena była niezwykła, dobrze odegrana. Plusem serialu jest rozwinięcie historii tej dwójki. Dostajemy dodatkowe wydarzenia, których nie było w książkach. Wypadły bardzo pozytywnie.

"Cień i kość", fot. Netflix
„Cień i kość”, fot. Netflix

Jak połączyć dwie serie książkowe w jednym serialu?

Myślę, że wielu fanów prozy Leigh Bardugo najbardziej obawiało się połączenia trylogii Grisza i dylogii Szóstki Wron w jedną produkcję. Sama nie do końca byłam do tego przekonana, ale po raz kolejny mile się zaskoczyłam. Włączenie Wron do fabuły okazało się strzałem w dziesiątkę. Znacznie ubarwiło to serial i nie zaburzyło głównej akcji. Przedstawione wydarzenia świetnie się uzupełniają, przez co wprowadzenie dodatkowych postaci do oryginalnej historii Aliny w żaden sposób jej nie psuje, a wręcz dodaje wiele dobrego. Szczerze mówiąc, wolę sceny z udziałem Kaza, Inej i Jespera od tych, które stricte dotyczyły głównej bohaterki.

Jak wypadają wątki z udziałem Wron?

Pojawienie się w serialu Kaza, Inej i Jespera było chyba najlepszym pomysłem twórców. Ich historia oraz wydarzenia, w których biorą udział, wypadają wspaniale. Z zaciekawieniem śledziłam losy tych szemranych, ale jednocześnie niezwykle intrygujących bohaterów. Jako fanka Szóstki Wron cieszę się, że postacie z tej dylogii pojawiły się w serialu o Alinie. Znacznie ubarwiły fabułę, wprowadzając wiele sytuacji pełnych napięcia.

Chyba nie ma lepszego aktora, który mógłby odegrać rolę Kaza Brekkera, niż Freddy Carter. Świetnie poradził sobie z powierzoną mu rolą. Jest idealnym odwzorowaniem książkowego Kaza. Dzięki Freddy’emu grana przez niego postać staje się jeszcze bardziej zagadkowa i zawiła. Lider grupy Wron jest bohaterem niebanalnym i nieoczywistym, przez co staje się również jednym z najbardziej wzbudzających ciekawość.

Ogromnie spodobało mi się pogłębienie historii Inej (Amita Suman) względem jej książkowego oryginału. Dzięki temu nabiera ona o wiele więcej charakteru, a jej zamiary do ostatniej chwili są kompletnie nieprzewidywalne. Jednak moje serce całkowicie skradł Jesper (Kit Young). Ten utalentowany rewolwerowiec wypada świetnie praktycznie w każdej scenie i zdecydowanie przyciąga najwięcej uwagi. Swoim sposobem bycia niejednokrotnie wywołał u mnie mnóstwo radości, a jego duet z Milo jest moim absolutnie ulubionym momentem w całym serialu.

Czytaj także: Filmy, które najczęściej oglądali Polacy w 2020 roku, lista

"Cień i kość", fot. Netflix
„Cień i kość”, fot. Netflix

Najlepsza relacja i wątek całego serialu?

Mimo mojego ogromnego uwielbienia generała Kirigana oraz całej miłości, jaką darzę Jespera, to właśnie wątek Niny (Danielle Galligan) i Matthiasa (Calahan Skogman) stał się tym, którego wyczekiwałam z niecierpliwością. Ich historię w książkach poznajemy tylko poprzez opowieści bohaterów, a Cień i kość przedstawia nam ją w pełnej okazałości.

Matthias jest jednym z Drüskelle, czyli łowców griszów. Od lat wpajano mu nienawiść do nich jako największego zła na świecie, więc w ten sposób postrzega Ninę. Wydarzenia, w których uczestniczy ta dwójka są niespodziewane, pełne zwrotów akcji, a przede wszystkim niezwykle wciągające. Nie mogłam się napatrzeć na relację wykreowaną między tymi bohaterami i doczekać się kolejnych scen z ich udziałem.

Leigh Bardugo jedną z serialowych bohaterek?

Jeśli myśleliście, że autorka książek nie będzie miała udziału w ich serialowej adaptacji, to grubo się myliliście. Leigh Bardugo co prawda nie stała się jedną z ważniejszych bohaterek, ale wystąpiła w roli cameo i to w naprawdę uroczej scenie. Pisarkę możecie zauważyć w momencie, gdy Alina przybywa do pałacu i wita się z innymi griszami. Leigh Bardugo ubrana w barwną keftę jako pierwsza przytula główną bohaterkę. Przywodzi mi to na myśl mamę przytulającą własną córkę, szczególnie że postać Aliny pochodzi z debiutanckiej serii Bardugo. Można by więc uznać bohaterkę za książkowe pierwsze dziecko autorki, które ta przytula, witając je w nowym świecie pełnym magii.

Serial lepszy od książek?

Myślę, że jest to jedna z tych kwestii, którą trudno przyznać każdemu fanowi literatury. Jednak w tym przypadku jest to konieczne, ponieważ pomimo tego, że trylogia Grisza średnio przypadła mi do gustu, w serialu się zakochałam. Oczywiście jest kilka różnic, które średnio mi się spodobały. Jedną z nich jest kwestia imienia generała Kirigana. W powieściach Leigh Bardugo moment, w którym zdradza je Alinie, jest o wiele bardziej znamienny. Dlatego tak trudno było mi znieść, że w serialu Kirigan prawie od razu przedstawia się dziewczynie.

Jednak w porównaniu do książek fabuła została o wiele bardziej rozbudowana. Dostajemy więcej scen i wydarzeń, które rozwijają historię, dzięki czemu zbyt szybka akcja nie jest wcale problemem. Dodanie wątku Wron również wypada pozytywnie i wprowadza jeszcze więcej ciekawych momentów oraz pełnych napięcia zdarzeń.

Pozytywnie wypada też postać Mala. W książkowej trylogii Grisza nie mogłam go znieść i najchętniej usunęłabym go z całej fabuły. Serial natomiast pokazuje o wiele większą część jego historii, która jest całkiem interesująca. Nie powiem, że pałam do tego bohatera jakąś wielką sympatią, ale przynajmniej nie jest tak denerwujący, jak mógłby być.

Ogromnie doceniam też fakt, że twórcy serialu pokusili się o pokazanie retrospekcji. Sceny z dzieciństwa Aliny w Keramzinie wypadają bardzo dobrze i są przyjemnym dodatkiem do reszty fabuły. Cieszę się, że zostały one faktycznie przedstawione, a nie tylko pobieżnie wspomniane, bo dzięki nim mamy trochę większy wgląd w relację głównej bohaterki z jej najlepszym przyjacielem.

"Cień i kość", fot. Netflix
„Cień i kość”, fot. Netflix

Efekty specjalne

Mówiąc o serialu fantasy, nie da się pominąć kwestii CGI, gdyż efekty specjalne odgrywają ogromną rolę w ostatecznym wyglądzie produkcji. Na szczęście Cień i kość całkiem nieźle sobie z nimi radzi. Volcry, czyli potwory zamieszkujące Fałdę Cienia, wyglądają dobrze i odpowiednio przerażająco. Sama Fałda również świetnie się prezentuje i idealnie spełnia rolę mrocznej oraz niebezpiecznej przestrzeni.

Do mocy griszów praktycznie nie mam się o co przyczepić. Zarówno ogień piekielników, jak i ciemność Kirigana zostały dobrze zrobione. Jednak w trakcie lektury trylogii trochę inaczej wyobrażałam sobie światło Aliny. Liczyłam na coś bardziej spektakularnego, chociaż efekty zastosowane w serialu nie są złe. Zresztą główna bohaterka dopiero odkrywa drzemiący w niej potencjał, więc myślę, że w kolejnych sezonach będziemy mieli okazję zobaczyć o wiele więcej jej mocy.

Podsumowanie

Cień i kość jest fenomenalnym serialem i jedną z lepszych adaptacji, jakie kiedykolwiek widziałam. Twórcy naprawdę się postarali, tworząc produkcję z dobrze zarysowaną i intrygującą fabułą oraz cudownie wykreowanymi bohaterami. Wszyscy aktorzy świetnie się spisali w swoich rolach, a efekty specjalnie są bardzo udane. Przed obejrzeniem tego serialu nie sądziłam, że można umiejętnie połączyć dwie serie książkowe o zupełnie różnych postaciach.

Nieważne, czy czytaliście powieści Leigh Bardugo, czy serial będzie Waszą pierwszą stycznością z uniwersum griszów, Cień i kość zapewni Wam mnóstwo rozrywki i całkowicie Was pochłonie.


Jeśli szukacie więcej dobrych seriali dostępnych na Netfliksie, to koniecznie sprawdźcie New Amsterdam!

- Reklama -

Zostaw komentarz

Wprowadź swój komentarz
Wprowadź swoje imię